Tuż po odwiedzeniu Ginny w szpitalu i opowiedzeniu jej o wszystkim co dziś się wydarzyło a także po zachwycaniu się małym i słodkim Jamesem, Hermiona wracała do domu ciemną uliczką. Wiedziała, że jutro dostanie jakąś karę, za to że nie wróciła do pracy. Ale nie mogła. Nie potrafiła. A czy jutro będzie potrafiła tam iść?
Po rozmowie z przyjaciółką czuła się lepiej, ale nie dostatecznie dobrze. Czuła jeszcze obrzydzenie do siebie po pocałunku z Draco. Czuła, że dała mu nadzieję. Nie. Ona wiedziała, że mu ją dała. A co jak go zrani? Jeśli już nigdy nie będzie potrafiła mu wybaczyć? Tego obawiała się najbardziej. Obawiała się, że przez jej dumę i sumienie nie będzie mogła być szczęśliwa i zrani człowieka, na którym jej zależy. Musiała jednak przyznać, że te pocałunek jej się strasznie podobał. Przy nikim nigdy się tak nie czuła... Oparła się bezwładnie o mur. Chciała usiąść na ziemi i pomyśleć. Uliczka była ciemna i nie było widać żadnej żywej duszy. Wiedziała, więc, że musi wracać. Przez chwilę jakby usłyszała kroki, odwróciła się za siebie, ale nikogo tam nie było. Przestraszyła się trochę. W pogotowiu wyciągnęła z torebki różdżkę i schowała w kieszeni płaszcza zaciskając na niej palce. To była chwila. Ktoś wyskoczył przed nią i krzyknął:
- Avada Kedavra!
Hermiona machinalnie zareagowała i szybko się przesunęła omijając promień.
- Drętwota! - wrzasnęła nie wiedząc gdzie trafia.
- Crucio!
Znów z trudem uniknęła czerwonych promieni.
- Petrificus totalus! - odkrzyknęła.
- Sectumsempra! - teraz mogła wyraźniej usłyszeć głos osoby. Była to kobieta.
I tak znikąd pojawił się obok niej jakiś mężczyzna. Nie miała problemu z rozpoznaniem tej blond czupryny. Draco Mafloy chronił ją własnym ciałem, rzucając w tamtą kobietę zaklęciami niewerbalnymi. I dopiero gdy wyszła zza ciemności i stanęła w świetle jedynej lampy zobaczyli Astorię Greengrass.
- Dracuś. - opuściła różdżkę. - Co ty tu robisz?
- Co TY tu robisz? - spytał. - Na przeszpiegi Cię wysłali?
- Pojawiłam się tutaj w odwiedzinach. - poinformowała. - Odwiedzić Ciebie. Po drodze spotkałam tę szlamę...
- Nie mów tak o niej. - odwarknął.
- A czyli znowu jesteście razem?
Hermiona stała za Draco totalnie zbita z tropu. Bo niby dlaczego Astoria miała zamiar odwiedzić Draco? To znaczy był czas kiedy Greengrass była zakochana w blondynie, ale on minął długie wieki temu... Bo dziewczyna zakochała się w Harrym.
Cała sytuacja była dziwna. Malfoy patrzył na Astorię rozkojarzonym wzrokiem, ale wyglądał jakby rozumiał dlaczego miał zaszczyt tych odwiedzin. Teraz jego wzrok spadł pytająco na Hermionę. Czy on ją pytał czy są razem? Chyba zwariował. Oboje znali tą odpowiedź dobrze i wiedzieli, że nie ma sensu kłamać.
- Nie. - odparła krótko i stanowczo Miona.
- Mhm. - mruknęła. - Przysłała mnie Pansy.
Granger spojrzała pytająco, ale żadne z nich nie patrzyło na nią.
- Chyba rozumiesz, że się martwi... Zniknąłeś w dniu ślubu.
- Ślubu? - Hermiona zachłysnęła się powietrzem.
Draco oświadczył się Pansy? To z nią chciał się żenić? Dlaczego więc wrócił?!
Skoncentrowała umysł najbardziej jak mogła i spojrzała na Dracona. Jej twarz nie wyrażała teraz nic. Jakby nie wiedział co czuje i co powinien w tamtym momencie zrobić.
- Tak, ślubu. - podkreśliła Astoria. - Nie wiedziałaś?
- To nie jest czas na takie rozmowy. Astoria może spotkamy się za dwadzieścia minut w parku tutaj nie daleko. Odprowadzę tylko Hermionę i do Ciebie przyjdę.
Skinęła głową z triumfalnym uśmiechem. Co z głupia lafirynda.
Draco odwrócił się w stronę Hermiony, która badawczo spoglądała na mężczyznę. Skoro nie chciał rozmawiać o tym przy niej i właściwie wcale nie zaprzeczył to oznaczało, że to prawda. I momentalnie przepłynęło przez nią uczucie porzucenia i ukłucie zazdrości.
Szli w krótkiej ciszy, bo Granger nie wytrzymałaby gdyby nie zapytała go o tamtą sytuację.
- Naprawdę oświadczyłeś się Pansy?
- Tak.
- I uciekłeś?
- Tak.
- Kochałeś ją?
- Nie.
- Więc czemu się jej oświadczyłeś?
Zatrzymała się. Nie rozumiała. Wraca, przypomina jej o wszystkim, pokazuje jej jak bardzo ją kocha, a tutaj nagle okazuje się, że miał dziewczynę, której się oświadczył? To wszystko było nie do zrozumienia, a przynajmniej nie dla niej. Co on jeszcze przed nią ukrywał? Może i nie miał obowiązku jej o tym wszystkim mówić, ale mógł chociaż ją poinformować.
Draco również stanął i spojrzał na Hermionę pytająco.
- O co w tym wszystkim chodzi? - zapytała.
- To naprawdę nie jest pora na to, żeby o tym rozmawiać, Hermiono.
- Tylko, że ja nic z tego nie rozumiem!
- No dobra. Opowiem Ci. Naprawdę, ale nie teraz. Muszę najpierw porozmawiać z Astorią.
Zastanowiła się na chwilę. Bardzo chciała wiedzieć... Tylko dlaczego? Nie obchodził już ją. Był dla niej tylko Draco Malfoyem - kolegą z pracy. Nie znaczył dla niej już nic więcej. Nie jestem zazdrosna, pomyślała, to zwykła ciekawość. W głębi serca nie była jednak o tym taka przekonana. Wie, że pomimo wszystkiego zawsze będzie go kochać, bo uczucie, które między nimi było, było czymś prawdziwym. Czymś czego nie da opisać się słowami. Nie wiedziała już co czuje. Wszystko jej się pomieszało. Kocha go czy nie?
Po krótkiej chwili zdecydowała się zgodzić i kiwnęła głową. Mężczyzna odprowadził ją prosto pod dom i poczekał, aż Hermiona zamknęła za sobą drzwi na klucz. Kobieta odetchnęła ciężko. Ściągnęła buty i rzuciła się na kanapę w salonie.
Po rozmowie z przyjaciółką czuła się lepiej, ale nie dostatecznie dobrze. Czuła jeszcze obrzydzenie do siebie po pocałunku z Draco. Czuła, że dała mu nadzieję. Nie. Ona wiedziała, że mu ją dała. A co jak go zrani? Jeśli już nigdy nie będzie potrafiła mu wybaczyć? Tego obawiała się najbardziej. Obawiała się, że przez jej dumę i sumienie nie będzie mogła być szczęśliwa i zrani człowieka, na którym jej zależy. Musiała jednak przyznać, że te pocałunek jej się strasznie podobał. Przy nikim nigdy się tak nie czuła... Oparła się bezwładnie o mur. Chciała usiąść na ziemi i pomyśleć. Uliczka była ciemna i nie było widać żadnej żywej duszy. Wiedziała, więc, że musi wracać. Przez chwilę jakby usłyszała kroki, odwróciła się za siebie, ale nikogo tam nie było. Przestraszyła się trochę. W pogotowiu wyciągnęła z torebki różdżkę i schowała w kieszeni płaszcza zaciskając na niej palce. To była chwila. Ktoś wyskoczył przed nią i krzyknął:
- Avada Kedavra!
Hermiona machinalnie zareagowała i szybko się przesunęła omijając promień.
- Drętwota! - wrzasnęła nie wiedząc gdzie trafia.
- Crucio!
Znów z trudem uniknęła czerwonych promieni.
- Petrificus totalus! - odkrzyknęła.
- Sectumsempra! - teraz mogła wyraźniej usłyszeć głos osoby. Była to kobieta.
I tak znikąd pojawił się obok niej jakiś mężczyzna. Nie miała problemu z rozpoznaniem tej blond czupryny. Draco Mafloy chronił ją własnym ciałem, rzucając w tamtą kobietę zaklęciami niewerbalnymi. I dopiero gdy wyszła zza ciemności i stanęła w świetle jedynej lampy zobaczyli Astorię Greengrass.
- Dracuś. - opuściła różdżkę. - Co ty tu robisz?
- Co TY tu robisz? - spytał. - Na przeszpiegi Cię wysłali?
- Pojawiłam się tutaj w odwiedzinach. - poinformowała. - Odwiedzić Ciebie. Po drodze spotkałam tę szlamę...
- Nie mów tak o niej. - odwarknął.
- A czyli znowu jesteście razem?
Hermiona stała za Draco totalnie zbita z tropu. Bo niby dlaczego Astoria miała zamiar odwiedzić Draco? To znaczy był czas kiedy Greengrass była zakochana w blondynie, ale on minął długie wieki temu... Bo dziewczyna zakochała się w Harrym.
Cała sytuacja była dziwna. Malfoy patrzył na Astorię rozkojarzonym wzrokiem, ale wyglądał jakby rozumiał dlaczego miał zaszczyt tych odwiedzin. Teraz jego wzrok spadł pytająco na Hermionę. Czy on ją pytał czy są razem? Chyba zwariował. Oboje znali tą odpowiedź dobrze i wiedzieli, że nie ma sensu kłamać.
- Nie. - odparła krótko i stanowczo Miona.
- Mhm. - mruknęła. - Przysłała mnie Pansy.
Granger spojrzała pytająco, ale żadne z nich nie patrzyło na nią.
- Chyba rozumiesz, że się martwi... Zniknąłeś w dniu ślubu.
- Ślubu? - Hermiona zachłysnęła się powietrzem.
Draco oświadczył się Pansy? To z nią chciał się żenić? Dlaczego więc wrócił?!
Skoncentrowała umysł najbardziej jak mogła i spojrzała na Dracona. Jej twarz nie wyrażała teraz nic. Jakby nie wiedział co czuje i co powinien w tamtym momencie zrobić.
- Tak, ślubu. - podkreśliła Astoria. - Nie wiedziałaś?
- To nie jest czas na takie rozmowy. Astoria może spotkamy się za dwadzieścia minut w parku tutaj nie daleko. Odprowadzę tylko Hermionę i do Ciebie przyjdę.
Skinęła głową z triumfalnym uśmiechem. Co z głupia lafirynda.
Draco odwrócił się w stronę Hermiony, która badawczo spoglądała na mężczyznę. Skoro nie chciał rozmawiać o tym przy niej i właściwie wcale nie zaprzeczył to oznaczało, że to prawda. I momentalnie przepłynęło przez nią uczucie porzucenia i ukłucie zazdrości.
Szli w krótkiej ciszy, bo Granger nie wytrzymałaby gdyby nie zapytała go o tamtą sytuację.
- Naprawdę oświadczyłeś się Pansy?
- Tak.
- I uciekłeś?
- Tak.
- Kochałeś ją?
- Nie.
- Więc czemu się jej oświadczyłeś?
Zatrzymała się. Nie rozumiała. Wraca, przypomina jej o wszystkim, pokazuje jej jak bardzo ją kocha, a tutaj nagle okazuje się, że miał dziewczynę, której się oświadczył? To wszystko było nie do zrozumienia, a przynajmniej nie dla niej. Co on jeszcze przed nią ukrywał? Może i nie miał obowiązku jej o tym wszystkim mówić, ale mógł chociaż ją poinformować.
Draco również stanął i spojrzał na Hermionę pytająco.
- O co w tym wszystkim chodzi? - zapytała.
- To naprawdę nie jest pora na to, żeby o tym rozmawiać, Hermiono.
- Tylko, że ja nic z tego nie rozumiem!
- No dobra. Opowiem Ci. Naprawdę, ale nie teraz. Muszę najpierw porozmawiać z Astorią.
Zastanowiła się na chwilę. Bardzo chciała wiedzieć... Tylko dlaczego? Nie obchodził już ją. Był dla niej tylko Draco Malfoyem - kolegą z pracy. Nie znaczył dla niej już nic więcej. Nie jestem zazdrosna, pomyślała, to zwykła ciekawość. W głębi serca nie była jednak o tym taka przekonana. Wie, że pomimo wszystkiego zawsze będzie go kochać, bo uczucie, które między nimi było, było czymś prawdziwym. Czymś czego nie da opisać się słowami. Nie wiedziała już co czuje. Wszystko jej się pomieszało. Kocha go czy nie?
Po krótkiej chwili zdecydowała się zgodzić i kiwnęła głową. Mężczyzna odprowadził ją prosto pod dom i poczekał, aż Hermiona zamknęła za sobą drzwi na klucz. Kobieta odetchnęła ciężko. Ściągnęła buty i rzuciła się na kanapę w salonie.
Malfoy szedł w stronę parku. Nie wiedział za bardzo czy chce wyjaśniać to wszystko Hermionie... A można w ogóle wyjaśnić komuś coś, czego samemu się nie rozumie? Kochał Granger. Tylko ją. Była jego promykiem nadziei i szczęścia. Znaczyła dla niego zbyt wiele, więc wcale nie chciał jej oszukiwać. Nie lubił gdy musiał przed nią coś ukrywać. Uczucie, którym ją darzył było zbyt silne. Nie pozwalało mu jej kłamać. Ufał jej.
Greengrass siedziała na jednej z ławek i bawiła się różdżką. Blondyn nienawidził jej za wszystko czego w życiu się dopuściła. Zawsze gdzie się znajdowała pakowała kogoś w kłopoty. Była najlepszą przyjaciółką Pansy już za czasów Hogwartu. Obie były nie do zniesienia, chociaż z Parkinson znacznie lepiej się dogadywał. Astoria zawsze lubiła być w centrum uwagi i dokuczać innym.
- Więc, o co chodzi? - spytał prosto z mostu. - Nie mam dla Ciebie zbyt wiele czasu.
- Pansy chce wiedzieć czemu ją zostawiłeś.
- Więc sama mogła mnie odwiedzić.
Kobieta schowała różdżkę do kieszeni i zaśmiała się.
- Nie mogła, wyczatowali by ją. Bała się, więc przyszłam tu za nią. Ogólnie jej prośba to żebyś wrócił i jej wszystko wyjaśnił.
- Czy ucieczka od ślubu to niewystarczający argument Greengrass? - nagle zza drzew wyszła jakaś postać. Draco od razu poznał osobę. Zabini. - To proste czemu zwiał. Wcale jej nie kocha. A tak swoją drogą to... z moich źródeł wynika, że jesteś śmierciożercą.
- A to już nie Twój interes.
Malfoy zrozumiał w tamtym momencie skąd i właściwie dlaczego Blaise się tutaj znalazł. Wykryli, że w pobliżu jest przestępca i on jako auror przybył tu by ją zabrać to Azkabanu. Tylko, że kobieta nie miała pojęcia czym zajmował się Zabini co dawało mu w tamtej chwili przewagę. No i na pewno nie przybył sam. Musiał mieć wsparcie w razie czego i umówiony plan.
- Ośmieszacie się. - poinformował. - Jest was niewielu. Nie wiecie nawet co to znaczy mieć Mroczny Znak, albo nawet jak to jest służyć Voldemortowi. Mogę Ci dołożyć tylko informację, że już wkrótce śmierciożercy z Azkabanu zostaną zabici, a wy zostaniecie sami...
I w dokładnie tamtym momencie usłyszeli krzyk i czerwony promień. Różdżka z dłoni Astorii uniosła się w górę i trafiła w ręce samego Harrego Pottera. Tak, więc Draco się nie mylił. Jego przyjaciel przybył tu z wsparciem, którym był Harry. Potter chwycił za ramię kobietę i deportował się.
- Coś nie tak? - spytał Blaise.
- Wszystko jak w najlepszym porządku.
- Sorry za tamto stary. Nie byłem sobą. Byłem zły. Przepraszam.
Draco skinął głową. Nic nie powiedział. Nawet jakby chciał to by nie mógł bo głowę miał zawaloną tym jak to wszystko wyjaśnić Hermionie. Nie zastanawiało go jednak, a to dość dziwne, dlaczego ona w ogóle chce to wiedzieć. Skupił się na tym dlaczego naprawdę zostawił Pansy. Przez to zamieszanie już prawie zapomniał jak kilka dni temu przyznał, że zrobił to z miłości do Hermiony. Teraz jednak te myśli były daleko w tyle, a on zamiast się po nie wrócić szukał idąc dalej. A idąc dalej zrozumiał, że tu nie tylko chodziło o Hermionę. On nie był gotowy. Ale czy to oznacza, że jednak kochał Pansy? Nie mógł tego wszystkiego powiedzieć.
Greengrass siedziała na jednej z ławek i bawiła się różdżką. Blondyn nienawidził jej za wszystko czego w życiu się dopuściła. Zawsze gdzie się znajdowała pakowała kogoś w kłopoty. Była najlepszą przyjaciółką Pansy już za czasów Hogwartu. Obie były nie do zniesienia, chociaż z Parkinson znacznie lepiej się dogadywał. Astoria zawsze lubiła być w centrum uwagi i dokuczać innym.
- Więc, o co chodzi? - spytał prosto z mostu. - Nie mam dla Ciebie zbyt wiele czasu.
- Pansy chce wiedzieć czemu ją zostawiłeś.
- Więc sama mogła mnie odwiedzić.
Kobieta schowała różdżkę do kieszeni i zaśmiała się.
- Nie mogła, wyczatowali by ją. Bała się, więc przyszłam tu za nią. Ogólnie jej prośba to żebyś wrócił i jej wszystko wyjaśnił.
- Czy ucieczka od ślubu to niewystarczający argument Greengrass? - nagle zza drzew wyszła jakaś postać. Draco od razu poznał osobę. Zabini. - To proste czemu zwiał. Wcale jej nie kocha. A tak swoją drogą to... z moich źródeł wynika, że jesteś śmierciożercą.
- A to już nie Twój interes.
Malfoy zrozumiał w tamtym momencie skąd i właściwie dlaczego Blaise się tutaj znalazł. Wykryli, że w pobliżu jest przestępca i on jako auror przybył tu by ją zabrać to Azkabanu. Tylko, że kobieta nie miała pojęcia czym zajmował się Zabini co dawało mu w tamtej chwili przewagę. No i na pewno nie przybył sam. Musiał mieć wsparcie w razie czego i umówiony plan.
- Ośmieszacie się. - poinformował. - Jest was niewielu. Nie wiecie nawet co to znaczy mieć Mroczny Znak, albo nawet jak to jest służyć Voldemortowi. Mogę Ci dołożyć tylko informację, że już wkrótce śmierciożercy z Azkabanu zostaną zabici, a wy zostaniecie sami...
I w dokładnie tamtym momencie usłyszeli krzyk i czerwony promień. Różdżka z dłoni Astorii uniosła się w górę i trafiła w ręce samego Harrego Pottera. Tak, więc Draco się nie mylił. Jego przyjaciel przybył tu z wsparciem, którym był Harry. Potter chwycił za ramię kobietę i deportował się.
- Coś nie tak? - spytał Blaise.
- Wszystko jak w najlepszym porządku.
- Sorry za tamto stary. Nie byłem sobą. Byłem zły. Przepraszam.
Draco skinął głową. Nic nie powiedział. Nawet jakby chciał to by nie mógł bo głowę miał zawaloną tym jak to wszystko wyjaśnić Hermionie. Nie zastanawiało go jednak, a to dość dziwne, dlaczego ona w ogóle chce to wiedzieć. Skupił się na tym dlaczego naprawdę zostawił Pansy. Przez to zamieszanie już prawie zapomniał jak kilka dni temu przyznał, że zrobił to z miłości do Hermiony. Teraz jednak te myśli były daleko w tyle, a on zamiast się po nie wrócić szukał idąc dalej. A idąc dalej zrozumiał, że tu nie tylko chodziło o Hermionę. On nie był gotowy. Ale czy to oznacza, że jednak kochał Pansy? Nie mógł tego wszystkiego powiedzieć.
- Wyglądasz blado. - zauważył przyjaciel.
- Zdarza się. - mruknął. - Balise, muszę wyjechać...
Hermiona leżała na kanapie w oczekiwaniu na blondyna. Myślała bardzo długo o tym co się dowiedziała i doszła do wniosku, że Draco mógł oświadczyć się Parkinson żeby zapomnieć o niej, Hermionie. A uciekł bo uświadomił sobie, że kocha tylko Mionę, tak jak jej o tym powiedział. Poczuła do niego w tamtym momencie takie ciepłe uczucie... Poczuła do niego sympatię. I pomyślała, że warto byłoby spróbować ponownie. Chciała mu dać drugą szansę, ale tylko w momencie gdyby to o czym myślała okazało się prawdą. W innym wypadku nie byłoby to możliwe.
Po prostu cudowne❤❤❤
OdpowiedzUsuńDobrze że wena wróciła ;*