Następnego dnia w pracy Hermiona czuła się okropnie. Nie mogła przez całą noc spać, bo wciąż przypominały jej się wspomnienia z JEGO udziałem. To było okropne uczucie i zarazem dziwne. Te pięć lat wydawało się teraz takie obce. Jakby się to wcale nie wydarzyło. Jakby dalej miała siedemnaście lat, a to wszystko wydarzyło się wczoraj. Interesujące... Czy tak samo czuli się jej rodzice gdy odwracała im pamięć? Właściwie nigdy o to nie pytała. A mogła.
Tego dnia nie miała zbyt wiele pracy, a ponieważ Doriana też nie, to przyszła ją odwiedzić. Kobiety siedziały przy filiżance kawy i rozmawiały. Creen była zauroczona Georgem i potrzebowała wsparcia, więc Miona jako dobra przyjaciółka starała się jej doradzić.
- Nie sądzę, że George ma teraz czas na romansy, czuję że on dalej nie może się pogodzić ze śmiercią Freda.
- Też tak myślę, ale może powinnam już działać?
- Dori. - Miona wzięła łyk kawy. - Rób co uważasz za słuszne. Przepraszam Cię, muszę iść coś załatwić.
I zostawiła Creen samą. A sama udała się do wydziału aurorów. Nie miała pojęcia po co, nie wiedziała co robić. Musiała z kimś porozmawiać. Nienawidziła Malfoya, ale z drugiej strony chyba jej nie przeszło. Na swojej drodze spotkała Harrego.
- Wow, Miona... wyglądasz okropnie. - powiedział. - Co się stało?
- Draco przywrócił mi pamięć. - odparła prosto z mostu. - Brawo dla niego! Przez to nie mogłam spać.
Harry wyglądał jakby walczył z uczuciami. Uśmiechnąć się czy nie? Jemu prawdopodobnie jak wszystkim innym zależało by to się w końcu wydarzyło. Pozwoliła se na mały uśmiech, by pomóc zdecydować Harremu.
- Wpadnę dziś do was w porządku? - poinformowała. - Chciałabym się zobaczyć z Ginny.
- Ginny jest w Mungu. - odparł Potter ukazując swoje zęby w szerokim uśmiechu. - Wczoraj urodziła.
- Już!? Jeju, nie powiedziała że to tak szybko!
Ta informacja podniosła ją duchu. Poprawiła jej trochę humor.
- No tak, bo to wcześniak, ale na szczęście tylko kilka dni.
- Chłopczyk czy dziewczynka?
- Chłopczyk. Nazwaliśmy go James a na drugie Syriusz. No wiesz... po moim ojcu i ojcu chrzestnym...
- Wiem Harry. - Hermiona pozwoliła se na jeszcze szerszy uśmiech i położyła dłoń na ramieniu Pottera. - Naprawdę wielkie gratulacje, a teraz... Muszę iść pogadać z Kevinem, przepraszam. Zobaczymy się potem!
Szczęście jakie przez chwilę czuło upłynęła w jednej sekundzie kiedy z gabinetu Blaisa Zabiniego wyłoniła się blond czupryna. Jego wzrok zatrzymał się machinalnie na Hermionie. Ich wzroki skrzyżowały się. Patrzyli na siebie z uczuciem i przede wszystkim bólem. Odwróciła wzrok i ruszyła do gabinetu Kevina, nie zwracając na wołanie Mafloya.
Kevin siedział w fotelu przed biurkiem i czytał jakieś papiery walające się po całym gabinecie. Ruszał różdżką i chyba nawet nie orientował się, że wazon z kwiatami lewituje. Gdy usłyszał dźwięk zamykanych drzwi poruszył różdżką tak gwałtownie, że wazon spadł i rozbił się na małe kawałeczki.
- Oh! - wyrwało się Hermionie. - Nie chciałam Cię wystraszyć.
- Nie, nic nie szkodzi... Coś się stało?
Wzięła głęboki oddech i usiadła na krześle na przeciwko Kevina. Chłopak obserwował ją z zapałem i wyraźnym zainteresowaniem.
- Nie, nic się nie stało. Zupełnie nie o to chodzi... Po prostu, moglibyśmy na chwilę z tym wszystkim przystopować?
Spojrzała na niego by zobaczyć reakcję, ale on tylko na nią patrzył. Jego twarz w tamtym momencie nie wyrażała żadnych uczuć.
-Tu nie chodzi o Ciebie, tylko o mnie. - dodała niepewnie. - Jest kilka spraw, które muszę przemyśleć i mam szczerą nadzieję, że zrozumiesz. To bardzo ważne.
- Rozumiem. Jeśli właśnie na tym Ci zależy, to nie mam z tym problemu.
- Dziękuję, to dla mnie bardzo ważne.
I wstała z krzesła kierując się do drzwi. Ostatni raz spojrzała na Kevina. Był załamany i smutny. Nie chciała go zranić, to nie leżało w jej naturze.
- Obiecuję, że jak wszystko przemyślę dam Ci znać.
Jeszcze wczoraj twierdziła, że zależy jej na Hoolu, bo naprawdę zależało, ale teraz kiedy znów pojawił się w jej życiu Draco poprzednie decyzje w miłości nie miały żadnego sensu. Przecież dla niej zawsze liczył się tylko Draco.
Gdy opuściła gabinet Kevina poczuła się okropnie. Może nie powinna tego robić? Przeczesała nerwowo włosy.
- Hej Hermiono, wszystko z Tobą w porządku? - zobaczyła przed sobą Blaisa Zabiniego.
- Tak. Czemu miałoby nie być? Zawsze jest okej.
- Wyglądasz jakoś blado i no cóż... tak smutno jakoś...
Próbowała wywnioskować ze spojrzenia mężczyzny o co mu chodzi, a okazało się to trudne i musiała strzelać.
- Zakładam, że Draco poinformował Cię o wszystkim?
I trafiła w sedno.
- Tak. - nie ukrywał uśmiechu, ale w jego oczach była niepewność. - Nie spodziewałem się po Tobie takiej reakcji.
- A ty jakbyś zareagował? - w jednej chwili wszystko uleciało. Straciła nad sobą panowanie. - Jakbyś zareagował!? Gdyby ktoś tak nagle wyczyścił Ci pamięć i nie wyjaśniając dokładnie dlaczego i zostawił Cię!? Rzuciłbyś się temu komuś na szyję i całował!? "Dziękuję Draco, dziękuję, że wyczyściłeś mi pamięć i, że Cię nie tyle nie widziałam, dziękuję za to jak koszmarnie się czułam"! - wykrzyczała, a w oczach zebrały jej się łzy.
Kilka osób zwróciło na nich uwagę, więc Blaise ratując sytuację zaciągnął ją do swojego gabinetu. Dlaczego to przytrafił się akurat jej?
Mafloy przez całą noc nie spał myśląc o tym jak Hermiona zareagowała na przywrócenie przez niego pamięci. Ale przecież nie spodziewał się innej reakcji. Nienawidziła go. Od początku wiedział że popełnia błąd, ale wszyscy wmawiali mu, że tak będzie lepiej. Być może poczuł małą ulgę, ale co z tego? W ten sposób jej nie odzyskał.
*A na co ty liczyłeś?* zapytał jego głos podświadomości, którego Malfoy tak bardzo nie znośił.
Do pracy przyszedł niewyspany, ale zdążył wypić kawę, która sprawiła, że zyskał trochę energii. Do ministerstwa deportował się z domu, gdyż był zbyt wykończony by wejść przez kominek. Wylądował od razu w swoim gabinecie, czekał już tam na niego stos papierów i talerz z tostami.
- Dzięki Blaise.
Na stole leżało też kilka listów... Zapewne od Pansy. I już gdy wziął do ręki jedną z kopert uderzyło go znajome pismo. Nie otworzył tej koperty tylko rozerwał ją na pół i wrzucił do śmietnika. Kolejny list był od Goyla.
- Tego bym się nie spodziewał.
- Gadanie do siebie nie wróży najlepiej. - do jego gabinetu wszedł Zabini. Co było jasne, bo jednak nie miał tu za wielu przyjaciół. - Zamówiłem dla Ciebie śniadanie. Jak się trzymasz?
- Dzięki. - pozwolił se na lekki, blady uśmiech - Opowiem Ci później, najpierw ogarnę te papiery.
Zabini właściwie chwilę z nim posiedział, ale rozmawiali tylko o tym co zawierały zawartości danych pergaminów. Pomagał mu w ich uzupełnieniu, a także w odczytywaniu listów.
- Przyjdę za 10 minut do twojego biura. - powiedział Draco, gdy już skończyli. - Mam pewną sprawę, którą muszę rozwiązać. I nie potrzebuje pomocy. Poradzę se.
Ostatnie dwa zdania powiedział z takim chłodem, że można było zamarznąć.
- Skoro tak mówisz. Nie wyglądasz jednak najlepiej.
- Na to siły mi wystarczy.
A potem wyszedł jak najszybciej z gabinetu i udał się do biura ministra. Musiał z nim na chwilę porozmawiać, pomijając to, że jego myśli zajmowała Hermiona to także jego rodzice. Bardzo chciał ich wypuścić na wolność. Ale nie myślcie, że nie brał pod uwagę opcji takiej, że gdy ich wypuści natychmiast polecą w szpony armii która chce ich zaatakować. Słyszał w swojej głowie czasami głosy rodziców jak krzyczą coś podobnego do "Za Voldemorta!". Wydawało mu się to śmieszne i za każdym razem na wspomnienie tej myśli uśmiechał się.
- Mam sprawę panie ministrze. - nie zauważył nawet, że w pokoju znajduje się także Gregory Timmofhy.
- Może poczekać?
- Niestety nie.
Kiwnal głową ku Timmofhemu i spojrzał na blondyna. Gregory opuścił gabinet obrzucajac Draco badawczym spojrzeniem. Malfoy zajął miejsce przed ministrem.
- Co jest takiego ważnego? - spytał. Wyglądał tak blado i słabo jakby i on się nie wyspał.
- Chodzi o moich rodziców, to znaczy najbardziej o matkę. Czy... - zawahał się z cichym westchenieniem. - Czy można byłoby ją wypuścić? Wiem, wiem że jej wyrok jest 20 lat, i że wybrała se karę śmierci... Ale ja jestem przekonany że żałuje. To ważne.
- Mówiłem już, że sam nie mogę podejmować decyzji, ale porozmawiam z innymi skoro to takie ważne żeby smerfy były wolne. Czy coś jeszcze?
Draco o mało nie wybuchnął śmiechem na słowo "smerfy". Hermiona mu kiedyś opowiadała, że to była jej ulubiona bajka w dzieciństwie i nawet puściła mu ją gdy odwiedził ją na początku wakacji po skończeniu szóstej klasy.
- Nie chodziło mi o smerfy. - odparł z małym uśmiechem. - Tylko o moich rodziców. To znaczy o matkę.
- Zrozumiałem. - ziewnął. - Więc to wszystko, smerfy i rodzice.
- Co się stało panie ministrze? Nie wyspał się pan?
- Tak się składa że nie, bo przez pół nocy siedziałem w szpitalu u siostry która rodziła. A teraz mógłbyś mnie zostawić. Im szybciej wszystko załatwię tym lepiej. - wzrokiem wskazał na jakąś teczkę.
- Ah tak, więc gratuluję zostania wujkiem.
Następnie udał się do gabinetu Blaisa Zabiniego jak ustalił to wcześniej. Nie spotkał nikogo na korytarzu, wydało mu się to dziwne, bo zwykle kręci się tu po 10 osób, a przynajmniej tak było dnia wczorajszego. Zapukał do drzwi biura przyjaciela i od razu wszedł. Czarnoskóry mężczyzna wpatrywał się w przestrzeń. W nicość. Oderwał wzrok dopiero w momencie kiedy usłyszał dźwięk otwieranych drzwi.
- Załatwiłeś już wszystko? - spytał.
- Tak, a przynajmniej tak mi się wydaje.
Usiadł na krześle postawionym przed biurkiem tak, by siedzieć na przeciwko Zabiniego. Patrzyli się chwilę w ścianę każdy myśląc o czym innym do momentu gdy...
- Odwróciłem Hermionie pamięć. - odparł z żalem. - To był błąd.
- Nie. Błędem było usunięcie jej tej pamięci. Teraz ponosisz tego konsekwencje. - pouczył. Na moment zapanowała cisza, za nim Blaise zainteresował się tym bardziej. - Jak zareagowała?
- Krzyknęła że mnie nienawidzi. Miała w oczach łzy i wygoniła mnie z domu. Wiedziałem, że tak będzie.
- A pomimo tego zaryzykowałeś.
Powiedział to takim tonem jakby go o coś oskarżał.
- Słucham? - Draco poczuł się tymi słowami dotknięty. - Czy to nie ty pierwszy zaproponowałeś mi żebym to zrobił?
- Możliwe, ale musisz przyznać że sam o tym myślałeś. Decyzja należała do Ciebie i zaryzykowałeś chociaż zdawałeś sobie sprawę z konsekwencji.
- Co masz na myśli?
- Tylko to, co powiedziałem.
- Więc co? Teraz twierdzisz, że popełniłem błąd?
- Sam tak twierdzisz.
Draco spojrzał na niego jakby zobaczył go pierwszy raz w życiu. Czy on zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji?
- Nie rozumiem Cię. Najpierw mi coś proponujesz a potem twierdzisz, że popełniłem błąd? O co chodzi?
- Decyzja od początku należała do Ciebie, Draco. Doskonale o tym wiedziałem. Ja tylko zaopatrzyłem Cię swoją radą i tyle.
- WIĘC JEDNAK UWAŻASZ, ŻE NIE POWINIENEM BYŁ TEGO ROBIĆ?
- Tak, mniej więcej.
- Weź się chłopie zdecyduj!
I zdenerwowany jak nigdy wyszedł z gabinetu głośno trzaskając drzwiami. Co on sobie myśli? Najpierw mówi mi, że mam jej przywrócić pamięć, a teraz żeby popełnił błąd? O co temu kolesiowi chodzi?!
A potem złość jakby z niego uleciała. Zobaczył ją stojącą obok Pottera. Patrzyła na niego, a ich wzroki się skrzyżowały. To było piękne uczucie. Ciepło przepłynęło przez całe ciało. Nadzieja. Może jeszcze nic straconego?
- Hermiona! - zawołał.
Ale ona nie zwróciła na niego uwagi i poszła znacznie szybszym krokiem pod drzwi, zapukała i zniknęła. Znów poczuł złość, pomieszana z bólem, smutkiem i tęsknotą. Poczuł się takim idiotą.
Hermiona siedziała w gabinecie Zabiniego i popijała szklankę wody opowiadając mu o wszystkim. Dosłownie. Ale bardzo zaintrygowała ją jego reakcja kiedy wspomniała o tym, że Ginny urodziła, a Harry będzie ojciem. Jego wzrok stał się nagle taki smutny. Mogła powiedzieć co wtedy czuł. Żal, złość i coś co stracił już na zawsze. Widziała ulatująca z niego nadzieję.
- Czy Tobie na pewno przeszło już po Ginny? - spytała.
- Tak.
- Nie wierzę.
- Nie musisz.
- Kochasz ją?
- Nie. - mruknął. - Jest teraz szczęśliwa z kimś innym.
- O tak. Ginny jest naprawdę szczęśliwa z Harrym.
Zdawała sobie sprawę, że te słowa wbijaly się w niego jak sztylety. Wyglądał jakby chciał krzyczeć z bólu jaki one mu sprawiają. Nie mogła go przecież oszukiwać.
- Tak. Będzie matką.
- Dalej Ci zależy. - stwierdziła. - Widzę to w Twoich oczach.
- A ja widzę, że dalej kochasz Draco.
Zmarszczyła brwi.
- Nie przeczę. Ale przyznaj, że to dziwne. Można kogoś kochać ale jednocześnie nienawidzić?
Wzruszył ramionami.
- Może powinnaś dać mu szansę. - odparł po krótkiej ciszy jaka zapanowała.
- Oh nie ma mowy! - krzyknęła. - Swoją szansę już stracił. Nawet nie wiesz jakie to było straszne uczucie kiedy tak stałam a on mi mówi, że powinnam o nim zapomnieć. Ale wiesz? Ja za nic świecie nie wiem dlaczego to zrobił. Jeśli mnie nie kochał to wystarczyło powiedzieć i tyle. Proste.
Spojrzała na zegarek wiszący na ścianie, a godzina którą wskazywał była porą na lunch. Jej wzrok uciekł w stronę innej półki. Stały tam wspólne zdjęcia. Z balu, z dormitorium z Draco, kilka z Ginny... Hermiona uznała to za całkiem fajne udekorowanie pomieszczenia.
- Muszę iść. Jest lunch, a ja trochę zgłodniałam.
Kiwnął tylko głową. Opuściła jego gabinet. Na swojej drodze spotkała Rona. Zmierzył ją spojrzeniem. I to wcale nie takim jak zawsze. Zatrzymała się na chwilę i spojrzała na niego. On ją przepraszał wzrokiem. To było naprawdę dziwne.
- Rooon... Czy wszystko okej? - spytała.
- Tak, chciałem Cię tylko przeprosić za wszystko.
- Ja również.
Posłała mu uśmiech. Tylko uśmiech. Potem bez słowa poszła na lunch. Zamówiła danie główne i zajęła stolik przy którym siedziała Doriana.
- I jak tam? - zagadnęła Hermiona.
Prawdę mówiąc po zerwaniu z Kevinem, po rozmowie z Zabinim poczuła się lepiej. Ale na duchu chyba najbardziej podniósł ją Draco. Ten moment kiedy ją wołał. Przecież chciała się odwrócić. Duma tylko jej na to nie pozwalała. Teraz zaczęła myśleć o daniu mu tej drugiej szansy. Mimo, że przy koledze zaprzeczyła temu teraz nie była taka zdecydowana.
- Nie wiem co robić. George w ogóle nie zwraca na mnie uwagi.
- Może musisz poczekać? Cóż widziałam go dzisiaj. Nie wyglądał najlepiej.
- Tak, bo przez pół nocy siedział u Ginny w szpitalu. Tak całe ministerstwo już wie. - poinformowała. - O Twoim zerwaniu z Kevinem jakimś cudem też. Czemu tak postapiłaą?
- Nie chciałam. Ale moje życie właśnie odwróciło się o 180 stopni więc...
- A cóż takiego się wydarzyło?
- To nie czas i miejsce na taką rozmowę.
Potem w spokoju jadły swój lunch. Między kobietami panowała cisza. Nie narzekały, bo obie lubią swoje towarzystwo więc cisza im w niczym nie przeszkadzała.
- Drogie panie, mogę się dosiąść? - ich ciszę przerwał Draco Malfoy.
Hermiona nie mogła być niemiła bo to byłoby dziwne. Po za tym, po tym co krzyczała dwie godziny temu i kilka osób doskonale zdążyło usłyszeć to imię na pewno miałoby z tego powodu satysfakcję. Znaczy, że wiedzieliby że coś się między nimi wydarzyło i nie dali by za wygraną gdyby się czegoś o nich dowiedzieli.
Blondyn zajął miejsce obok Doriany na przeciwko Hermiony, choć ta przez bite 30 minut nie zwracała na niego uwagi on próbował ją na niego ściągnąć.
- Doriano, zobaczymy się potem. Ginny urodziła i chyba pojadę ją odwiedzić. - poinformowała. - Miłego lunchu.
Chwyciła ze sobą torbę, zawieszoną przez krzesło. Nie spodziewała się jednak że ktoś z nią pobiegnie. I już kiedy opuściła stołówkę, poczuła jak jej nadgarstku zaciska się czyjaś ręka. Odwróciła głowę, by zobaczyć kto chce ją zatrzymać i oniemiała. Te szare piękne oczy, te włosy te rysy twarzy...
- Czego? - warknęła. - Spieszę się.
- Chciałem z Tobą tylko porozmawiać.
- Mamy jeszcze o czym? - zdziwiła się. - A teraz niech pan wybaczy, panie Malfoy ale chcę odwiedzić przyjaciółkę, a nie mam za wiele czasu.
Ale on jej nie słuchał. Złapał za rękę i wciągnął do jakiego kantorka.
- Nie zrozumiałeś, że wcale nie mam ochoty z Tobą rozmawiać, Malfoy?!
- Tak się składa, że zrozumiałem Granger. Ale i tak mamy do omówienia kilka spraw.
- Tak? A niby jakich?
Zawahał się na chwilę i zastanowił trochę tak jakby nie wiedział co odpowiedzieć. Jego wzrok jednak wciąż uważnie śledził każdy mały jej ruch. Przestąpienie z nogi na nogę, skrzyżowanie rąk i drganie warg ze złości. Była zła, bo musi zobaczyć się z Ginny i ma dosyć krótką przerwę, a on ją przetrzymuje z powodu, którego sam nie zna. Nie mogła jednak narzekać na jego towarzystwo. Dawno go nie czuła, a teraz byli znów na tyle blisko by mogła tego dokonać.
- Jeśli naprawdę nie masz nic do powiedzenia... - powiedziała nieco zniecierpliwiona.
- Mam. Dość wiele. Czasu mi by nie starczyło na to. Chciałem tylko bardzo Cię przeprosić. Tak. JA CIĘ NAJMOCNIEJ PRZEPRASZAM HERMIONO. To wyczyszczenie pamięci nie było w ogóle potrzebne. A jednak się bałem. Bałem się Cię zranić. To co zrobiłem, była bardzo egoistyczne i zdaję sobie z tego sprawę. Po prostu... sam nie wiem co mnie wtedy podkusiło. A teraz stoję tu i patrzę na Ciebie. Widzę co straciłem, widzę jak wielki błąd popełniłem. Nigdy nie przestałem Cię kochać, Hermiono Granger.
I to było tak nagle. Przybliżyła się do niego i złączyła ich wargi. Draco oddał ten gest i zaczął go pogłębiać. Czuli się tak wspaniale, że nikt z nich nie chciał się oderwać. Wplątała ręce we włosy, a jego ręce pognały na jej biodra. Ta bliskość znaczyła wiele dla nich obojgu, tego im tak bardzo brakowało.
Nagle Hermiona się opamiętała. Co ona właściwie wyprawia? Całuje mężczyznę, który właśnie na to czekał. Daje mu nadzieję, a sama nie jest pewna co chce zrobić.
Oderwała się gwałtownie i spojrzała na Malfoya. Poczuła jak policzki zaczynają ją piec.
- Przepraszam. - wyszeptała i wybiegła.
niedziela, 12 lipca 2015
wtorek, 7 lipca 2015
2. To jedno zaklęcie.
Blaise Zabini był najlepszym przyjacielem Dracona Malfoya w czasie Hogwartu. Był Ślizgonem, ale posiadał też cechy, którzy mieli inni uczniowie z innych domów. Od początku kibicował Draco i Hermionie, a sam chodził z Ginny Weasley. Uwielbiał żartować i robić komuś jakieś żarty. Był bardzo lubiany, nie tylko przez Slytherin, ale w większość także, przez Gryffindor. Zaraz po Hogwarcie zastanawiał się czy nie pracować w Rumunii ze smokami, ale w tym samym czasie porozmawiał se z Harrym Potterem, a ten mu zaproponował pracę w ministerstwie jako auror. Z początku uznał to za szalone, nigdy się nad tym nie zastanawiał, ale potem jednak się skusił i dzięki Potterowi dostał tę pracę.
Draco wszedł do gabinetu zaraz po przyjacielu. Pomieszczenie było duże i przestrzenne i oczywiście w barwach Slytherinu. Na samym środku stało biurko zawalone papierami, pod ścianami stały meble, na jednej z komód stały ramki z ruszającymi się zdjęciami. Z Draco, z Ginny, z Pansy, z Draco i Pansy, a nawet z jednego balu Bożonarodzeniowego gdzie był Zabini, Draco, Hermiona, Ginny, Pansy i Potter.
- Napijesz się Ognistej? - zapytał przyjaciel.
Malfoy kiwnął głową i usiadł na krześle na przeciwko krzesła Zabiniego. Wciąż pulsowała w nim złość. A kilka sekund później przed jego nosem wylądowała szklanka z trunkiem.
- Więc, teraz jesteś aurorem? - blondyn rozejrzał się jeszcze raz po gabinecie. Znajdowało się tak również parę sprzętów przeciwko czarnej magii.
- Jasne. - stwierdził. - Nie mogłem znaleźć nic dobrego dla mnie i wtedy właśnie Potter mi to zaproponował, ogólnie świetna fucha! A słyszałem, że ty zajmujesz się Zagranicznymi Sprawami?
- Tak. - mruknął tylko. - A jak Ci się ogólnie w żuciu układa?
- Nawet dobrze. - uśmiechnął się. - Nie licząc tego, że kobieta mojego życia wyszła z innego i tego, że nie widziałem przyjaciela od 5 lat.
Malfoy nie miał nawet kontaktu z Zabinim... Przez ten cały czas żył sam, z nikim nie korenspodował. Tylko raz dostał zaproszenie na ślub Ginny i Pottera. Domyślał się, że Blaise chce dać mu trochę czasu na przemyślenia. A przynajmniej tak było przez pierwsze dwa lata. Potem zaczął chodzić na imprezy, spotykał się (i nie tylko) z różnymi dziewczynami, robił wszystko by zapomnieć, ale to nie było łatwe. A kilka miesięcy potem spotkał się z Pansy Parkinson, która była w armii śmierciożerców, ale zaraz po tym jak poznała się z opinią blondyna zrezygnowała i to z nią przez ten czas był Draco jako jej chłopak, nawet się jej oświadczył, a teraz wyjechał. Zrozumiał, że to Hermiona jest jego jedyną i tylko ona może zostać jego żoną. ONA ALBO NIKT.
- A dalej utrzymujesz kontakt z Ginny?
- A od czasu do czasu, pogodziłem się z nią i ustaliliśmy że z Harrym jest szczęśliwa. - uśmiechnął się, ale to nie był ironiczny ani przepełniony bólem uśmiech, to był szczery uśmiech. - Są naprawdę szczęśliwi, Ginny spodziewa się dziecka. Powiedzieli mi to w sekrecie więc będzie miło jak nikomu nie powtórzysz. A jak sprawa z Hermioną?
- Zależy o co pytasz.
- Pytam, czy przywróciłeś jej już pamięć? - wziął łyka swojego trunku. - Skoro wróciłeś to chyba już powinieneś...
- Nie jestem pewny czy to dobre rozwiązanie. - stwierdził. - Nie sądzę, że zrozumiesz. Jak jej to przypomnę to przecież ona mnie znienawidzi, pewnie już mnie nienawidzi. Byłoby pewnie gorzej niż sobie wyobrażam, a po za tym nie mógłbym żyć z myślą, że ją zdradziłem...
- Co?! - jego przyjaciel zakrztusił się piciem. - Nie mogłeś jej zdradzić, przecież ona Cię nie pamięta, to tak jakbyście nie byli już razem...
- Tak, masz rację. Przecież zerwaliśmy, a raczej ja z nią zerwałem, ale ona wciąż ze mną była... Rozumiesz, że ja totalnie ogłupiałem tam bez niej? Ja się Pansy oświadczyłem! Tak próbowałem zapomnieć! Ta to jakiegoś świra dostała na moim punkcie!
- Naprawdę? - Zabini próbował nie wybuchnąć śmiechem. - Rany smoku, nie posądziłbym Cię o to!
- Ani ja! - krzyknął blondyn i zaśmiał się. - Ale ze mnie kretyn. A w ogóle to Hermiona się z kimś spotyka teraz?
- Chodziła z Wieprzlejem z początku, nie za długo, potem był jeszcze Gregory Timmofhy, a teraz kręci z Kevinem Hoolem, ale to wygląda mi na zwykły flirt... - poinformował. - Hermiona ma ogólnie duże branie...
- Dziwisz się? - uniósł brwi próbując ukryć swój gniew i zazdrość.
Zabini pokręcił głową i uśmiechnął się.
Hermiona godzinę później kończyła pracę, była umówiona z Kevinem dopiero na 20, a była 15, więc w tym czasie mogłaby odwiedzić Ginny. Po drodze poszła się pożegnać jeszcze z Dorianą i życzyć jej miłego popołudnia, potem jeszcze poszła do George'a, gdzie siedział już Draco i rozmawiał o czymś zawzięcie z panem ministrem.
- Hej panie ministrze. - powiedziała, bo nie wiedziała czy przy obcych mogła mówić mu po imieniu. - Wychodzę i przyszła zapytać czy będę jeszcze potrzebna? Bo idę odwiedzić Ginny.
- Ginny? A coś się stało? - na jego twarzy pojawiło się zmartwienie.
- Nie, ale jest podobno chora.
- Oh pozdrów ją i życz szybkiego powrotu do zdrowia. - powiedział.
- Ode mnie też ją pozdrów! - rzucił pośpiesznie Draco, który po chwili zrozumiał jaki błąd popełnił.
- Okej... - odparła zmieszana kobieta i wyszła.
Na korytarzu spotkała się z Zabinim, od którego też miała przekazać Ginny pozdrowienia, a także od Doriany i Rona, a nawet Percego.
Chwilę później była już w domu. Zrzuciła swoje firmowe ubranie i przebrała się w zwykłe jeansy i bokserkę. Zabrała ze sobą torebkę z prezentem dla przyjaciółki i weszła do kominka. Nabrała w rękę proszku, rzuciła sobie pod nogi i krzyknęła głośno: "Gimuland Place 12".
Ginny i Harry zamieszkali tam, jako że dom należał dalej do Harrego, a oni chcieli mieć dla siebie trochę prywatności i dlatego przeprowadzili się tak daleko od innych. Dom był teraz widoczny dla wszystkich, ale im to nie przeszkadzało. Chcieli być tylko razem. Musieli trochę poremontować, przy wielkich wysiłkach udało im się ściągnąć portret mamy Syriusza i schować go na strychu, jak większość pamiątek.
Ginny siedziała przy stole w kuchni i jadła zupę - przyniesioną zapewne, przez panią Weasley - Kapsel natomiast zmywał naczynia najwyraźniej z siebie dumny.
- Hej Gin! - zawołała Hermiona.
- Hej Hermiono!
A kiedy ruda powstała, Miona zobaczyła, że Ginervie się trochę przytyło. I to wcale nie w złym słowie.
- O Boże Ginny! - krzyknęła i przytuliła się do przyjaciółki. - Czemu nie powiedziałaś mi, że jesteś w ciąży?!
- Oh, tak dawno Cię nie było i nie było kiedy. - wzruszyła ramionami.
- Ale Harry mógł mi powiedzieć. - oburzyła się na krótko. - Gratulację! Kiedy rodzisz?
- Już niedługo...
Miona nie mogła ukryć zadowolenia. Nie mogła się doczekać kiedy coś się w ich życiu wydarzy. I miała szczerą nadzieję, że wkrótce będą rodzicami.
Przesiedziała trochę czasu rozmawiając i plotkując z przyjaciółką. Tak szybko upłynął jej czas, że musiała wracać by przygotować się na randkę z Kevinem.
- A tak w ogóle to masz pozdrowienia od Doriany, Zabiniego, Percego, Rona, George'a oraz od gościa co zajmuje się Sprawami Zagranicznymi, Draco Malfoya.
Ruda zmarszczyła brwi i twarz nagle jej pobladła.
- Oh dzięki.
Pożegnały się buziakiem w policzek, a potem Hermiona zniknęła w zielonych płomieniach. Szybko rzuciła swoją torebkę na pobliskie krzesło i pobiegła do swojej małej garderoby by wybrać jakiś strój na dzisiejszy wieczór z Kevinem. To była już już chyba 10 randka, a Hermionie zaczęło na nim naprawdę zależeć i miała nadzieję, że coś więcej z tego wyniknie. Wybrała swoją czarną sukienkę, która idealnie podkreślała jej figurę. Rozczesała włosy, włożyła swoje balerinki i była gotowa. Zrobiła tylko lekki makijaż i usiadła na kanapie w oczekiwaniu na mężczyznę. Jej głowę zajęły myśli o Ginny i jej dziecku, a w szczególności o tym całym Draco Malfoyu, który chce zabić swoich rodziców i o tym, że w pewnym momencie zwracał się do niej po imieniu, i o tym że jest jej jakoś znajomy, a także o tym co powiedział Ron kiedy ich zobaczył: "OO Draco i Hermiona znowu razem...". Co mogło to wszystko oznaczać? A wtedy ktoś zapukał. Myślała, że to Kevin ale było znacznie za wcześnie, więc prawie dostała szoku kiedy przed jej drzwiami stanął przystojny blondyn z ministerstwa - Draco Malfoy. O którym przed chwilą myślała.
- Em... Dzień dobry, co pana sprowadza? - zaczęła oniemiała.
- Muszę Ci coś wyjaśnić Hermiono, to bardzo ważne...
- Ale ja mam spotkanie i...
- Postaram się, żeby nie zajęło to długo...
***
Draco Malfoy po rozmowie z Georgem i za jego pozwoleniem odwiedził swoją matkę w Azkabanie. Cele na przeciwko niego zajmowała jego ciotka - Bellatriks Lestrange, a tuż zaraz obok jego ojciec. Poznał również kilku innych śmierciożerców, ale z nikim innym nie zamierzał rozmawiać oprócz ze swoją matką. Jego matka wyglądała okropnie... Miała tłuste włosy, wory pod oczami, wychudła i była jakaś przybita.
- Mamo... - zaczął Draco.
Kobieta, w której nie było już tyle wdzięku uśmiechnęła się na widok syna, co dodało jej trochę straconego uroku.
- Draco, kochanie...
- Nie chcę żebyś umierała. - powiedział szybko, a widząc swoją matkę załamał mu się głos. - Dlaczego to zrobiłaś?!
- Bałam się, że już Cię nie zobaczę. - przyznała słabym głosem. - Ale opowiadaj jak tam Hermiona?
- Cóż. - zawahał się. - Ja i Hermiona nie jesteśmy już razem.
I w tamtym momencie opowiedział jej o wszystkim co się wydarzyło. Matka nie przerywała mu tylko uważnie słuchała tego co czuł, wiedziała że do dawna chciał o tym z kimś porozmawiać, ale widocznie nie miał z kim. Opowiedział jej także o akacji zza granicy i o tym, że totalnie zgupiał oświadczając się Pansy.
- Lubię pannę Parkinson, byłaby dla Ciebie dobrą żoną synu. - nagle odezwał się synu.
- Ale ja jej nie kocham.
- Wiem kogo kochasz. Dlatego sądzę, że powinieneś przywrócić jej tę pamięć o Tobie.
- Jak to zrobię to i tak nie mam co liczyć na to, że będziemy szczęśliwi. Ona mnie nienawidzi.
- Jak nie spróbujesz to się nie dowiesz. - powiedziała mama. - Idź do niej i przypomnij jej kim jesteś. Chcemy z tatą, żebyś wiedział, że żałujemy wszystkiego.
Draco kiwnął głową chwycił rękę matki, a przez jego ciało przebiegło ciepłe matczyne uczucie. Uśmiechnął się do kobiety i poszedł. Oboje rodzice i Blaise mieli rację. Musi przywrócić jej pamięć.
***
Hermiona zajęła miejsce na kanapie na przeciwko blondyna. Mężczyzna wyglądał na zdenerwowanego i trochę zagubionego. Oparł głowę na swoich zaplątanych dłoniach. Miona nie wiedziała jak zacząć rozmowę więc czekała na ruch gościa. Ale po paru sekundach przypomniała se, że jako gospodyni powinna zaproponować mu coś do picia.
- Napije się pan czegoś?
- Nie dziękuję Hermiono. - odparł, a potem spojrzał na kobietę. - A teraz opowiem Ci wszystko od początku, ale proszę nie przerywaj mi w trakcie.
Kobieta spojrzała na niego jak na jakiegoś idiotę.
- Ale co pan chce mi opowiedzieć?
- Chcę ci przypomnieć kim jestem. - i zaczął opowiadać. - Chodziliśmy razem do Hogwartu, wiem że nie pamiętasz po to wszystko moja wina...ale nie przerywaj. - powiedział stanowczo widząc, że kobieta otwiera już usta. - Nienawidziliśmy się od pierwszej klasy, ale to raczej normalne jako Gryfonka i Ślizgon. Ogólnie to bardzo często się kłóciliśmy...
Malfoy szedł korytarzem do Wielkiej Sali, by coś zjeść. Było dość wcześnie, więc nikogo się nie spodziewał jak, a jednak! Siedziała tam pewna ładna, przemądrzała i niezwykle wkurzająca Gryfonka. Była zbyt zajęta czytaniem i jedzeniem tostów, by zorientować się że ktoś wszedł do Sali. Swoją drogą to trochę dziwne, że już nie śpi, może to przez to wczorajsze huczne zerwanie z łasicem? Bo nigdy wcześniej o tej porze jej nie wiedział, ale możliwe że była wtedy w bibliotece. Draco usiadł przy wspólnym stole ślizgonów i klasnął w dłonie, a przed nim wylądował talerz z naleśnikami i dzbanek z kawą. Dziewczyna wtedy zdała sobie sprawę, że nie jest sama i odwróciła się by spojrzeć na Draco.
- Ah, to ty - burknęła głosem przesyconym nienawiścią. - Myślałam, że Książę Slytherinu śpi dłużej.
- Masz mnie za księcia. - wyszczerzył do niej zęby.
- Chciałbyś fretko.
- Nie musisz się z tym kryć Granger, wiem że na mnie lecisz.
- Jesteś idiotą. - powiedziała. - Prędzej piekło zamarznie niż ty mi się spodobasz, śmierciożerco.
- Szlama.
- Kretyn.
- Szlama, a swoją drogą przecież nie jestem już śmierciożercą.
Mierzyła go przez chwilę wzrokiem.
- Kto był śmierciożercą na zawsze nim zostanie.
A potem zabrała swoją torbę i wyszło. Czyżby w jej oczach dostrzegł współczucie?
- Po tym incydencie w szóstej klasie zaczęło się między nami coś dziać. Sam byłem zdziwiony tym uczuciem i wiem, że ty też. Nie potrafiliśmy z nim walczyć, mimo starań. To było od nas znacznie silniejsze...
- Niemożliwe - stwierdziła. - Pamiętałabym.
- Nie przerywaj.
Draco siedział na kanapie w salonie wspólnym Slytherinu i uczył się do egzaminu razem z Zabinim. Nie mógł się jednak skupić przez pewną Gryfonkę. Wciąż miał obraz jej pięknych zbliżających się oczu, kiedy o mały włos jej nie pocałował. Ale musiał im oczywiście ktoś przerwać, a tą osobą musiał, po prostu MUSIAŁ być Weasley. Przez chwilę poczuł na sobie wzrok przyjaciela.
- Wszystko w porządku smoku? - spytał po chwili i uśmiechnął się jakby wiedział co chodzi przyjacielowi po głowie.
- Oczywiście, czemu miałoby nie być?
- A czego się uczysz?
Patrzyli przez chwilę na siebie a Draco próbował przypomnieć se jaką książkę otworzył, ale za nic nie mógł skojarzyć okładki i szybko wrócić na sam początek by przeczytać tytuł, a Blaise wybuchł śmiechem.
- Czy to Mionka nie daje Ci się skupić? - zapytał z szerokim uśmiechem.
- Co? Nie! Skąd ci to w ogóle do głowy przyszło?
- Ktooś tu się zakooochał! - wydarł się czarnoskóry.
W tym czasie do pokoju wspólnego weszły Pansy z Astorią.
- A w kim?
- W nikim! Ten idiota wymyśla!
Rzucił książką na stół i wyszedł przez dziurę w portrecie kierując się na błonia. Zdążył jeszcze usłyszeć triumfalny śmiech przyjaciela. Błonia były puste pomimo ładnej pogody. Blondyn kierował się na pomost i obserwował stworzenia pływające w jeziorze. Dlaczego Hagrid nigdy ich o nich nie uczył? Na pewno lekcja byłaby znacznie ciekawsza niż wszystkie inne.
- Mogę się dosiąść? - z zamyśleń wyrwał go głos panny Granger.
- Siadaj.
Dziewczyna usiadła tak blisko chłopaka, że ich kolana się ze sobą zetknęły. Zarumieniona chciała się odsunąć, ale Malfoy jej na to nie pozwolił. Bardzo lubił jej bliskość.
- Nie uczysz się do egzaminów? - zagadnęła.
- Ucz się z tym idiotą Zabinim.
Dziewczyna zachichotała krótko.
- Ginny go lubi, nawet bardzo. - poinformowała. - Ładnie razem wyglądają.
A potem ich spojrzenia na chwilę się spotkali, a oni uśmiechali się do siebie jak idioci. Zaczęli się do siebie zbliżać. Draco wiedział, że teraz już im na pewno nikt nie przerwie. I chcąc jak najszybciej do tego doprowadzić szybko złączył ich usta w przepełnionym uczuciami pocałunku. Oboje czuli się jak w niebie. Od dawna tego wyczekiwali i w końcu. Teraz mieli chwilę dla siebie, chwilę której nigdy nie będą żałować. Oderwali się dopiero chwilę później kiedy ktoś zachrząkał za ich plecami.
- No, no. - Draco dobrze znał ten głos. - Wiedziałem, że ktoś tu się zakochał.
Odwrócili się by zobaczyć Zabiniego w towarzystwie wiewióry. No pięknie. A miała to być chwila dla nich.
- Chodziliśmy ze sobą krótko, bo nadeszła wojna. A potem ty nie wróciłaś na siódmy rok, a ja nie miałem jak się z Tobą skontaktować. Spotkaliśmy się dopiero podczas Bitwy o Hogawrt, ale nie było czasu by cokolwiek wyjaśniać lub lepiej, porozmawiać. Byłaś świadkiem jak przechodzę na ciemną stronę, ale wiedziałaś, że muszę to zrobić. Dla Ciebie, dla swojej rodziny... Nie przeszkadzało Ci to, bo wiedziałaś - wziął głęboki oddech. - Wiedziałaś, że nigdy nie będę walczył przeciwko Tobie.
Biegł korytarzem Hogawrtu nie wiedząc ile czasu już upłynęło. Skręcał raz w prawo raz w lewo, wspinał się po schodach, ale budynek był już tak zniszczony, że zupełnie go nie poznawał. Zburzone ściany, wyważone drzwi, rozwalone gdzieniegdzie schody i zabiegani uczniowie, niektórzy ranni, ale on nie mógł im teraz pomóc. Musiał znaleźć JĄ. Bał się co kiego ciotka mogła już jej zrobić. Biegł dalej powtarzając sobie w myślach: "Ona jeszcze żyje". Choć sam nie był do końca tego pewny, a potem usłyszał przeraźliwy krzyk. Poznał go od razu i pobiegł za nim trafiając do jakiejś pustej klasy. Na ziemi leżała Hermiona, a nad nią stała Bellatriks.
- NIE! - krzyknął Draco i wymierzył różdżkę w Bellatriks.
Chłopak stanął i całym ciałem osłonił nieprzytomną dziewczynę.
- Co ty robisz Draco? - spytała zdziwiona.
- Nie krzywdź jej. Skrzywdź mnie.
- Czemu jej bronisz?!
- Bo ją kocham! Nie skrzywdzisz już jej. Nie dopóki ja żyję.
A potem drzwi gwałtownie się otworzyły a przez nie wbiegł Zabini z Parkinson.
- Drętwota! - krzyknął chłopak kierując różdżką w Lestrange.
Oboje przyjaciele pomogli mu wynieść Hermioną i ocucić ją za pomocą eliksiru. Zaraz po obudzeniu dziewczyna rzuciła mu się na szyję i złączyła ich usta w pocałunku. Ta chwila mogła trwać wiecznie, ale trwała wojna, a oni musieli pomóc Potterowie.
- Dzięki. - wyszeptał do przyjaciół blondyn.
Uśmiechnęli się krótko i pobiegli w przeciwną stronę.
- A potem po walce poszliśmy na wieżę i wtedy usunąłem Ci pamięć.
Przerwał im dzwonek do drzwi. A Hermiona zdziwiona opowieścią przypomniała se o Kevinie. Szybko wstała i pobiegła otworzyć drzwi. Kevin stał przed drzwiami z ogromnym bukietem róż i uśmiechał się słodko.
- Kevin, wybacz mi, ale możemy przełożyć to spotkanie? Źle się czuję...
- Może mogę zostać z Tobą?
- Oh nie, to nie jest konieczne. - stwierdziła.
- W porządku, więc do zobaczenia. Ale bukiet weź.
Wręczył jej kwiaty a potem odszedł. Hermiona zamknęła drzwi, odłożyła kwiaty do wazonu na przedpokoju i wróciła do salonu mężczyzna dalej siedział, ale tym razem z różdżką w ręce. Hermiona zajęła swoje miejsce na przeciw.
- To wszystko... to... to niemożliwe.
- Ależ tak.
I mruknął jakąś formułkę. Hermionę dotknął jakiś promień. Teraz wszystkie wspomnienia z Draco w roli głównej przeszyły się jej przez głowę. A gdy już odzyskała pełną świadomość tego wszystkiego, co potrwało dłuższą chwilę.
- To co zrobiłeś wtedy, było cholernie egoistyczne! - krzyknęła. - Wyjdź stąd! Nienawidzę Cię! Wyjdź!
Malfoy jakby spodziewał się takiej reakcji opuścił jej dom. Kobieta opadła na kanapę, a w jej oczach zaiskrzyły się łzy. Przeczesała włosy. Ten kretyn zniszczył jej życie. Czy już to wszystko do nie dotarło? Nie. Ale wspomnienia na wieży i to co czuła wyraźnie widniało już w jej głowie. Tego dnia stracił wszystko, a nawet o tym nie pamiętała.
---------------------
Końcówka wyszła okropnie ;c Zdaję sobie z tego
sprawę... I z tego że ten rozdział również mi nie wyszedł, ale
żeby rozwijać dalej historię to go dodaje c;
Draco wszedł do gabinetu zaraz po przyjacielu. Pomieszczenie było duże i przestrzenne i oczywiście w barwach Slytherinu. Na samym środku stało biurko zawalone papierami, pod ścianami stały meble, na jednej z komód stały ramki z ruszającymi się zdjęciami. Z Draco, z Ginny, z Pansy, z Draco i Pansy, a nawet z jednego balu Bożonarodzeniowego gdzie był Zabini, Draco, Hermiona, Ginny, Pansy i Potter.
- Napijesz się Ognistej? - zapytał przyjaciel.
Malfoy kiwnął głową i usiadł na krześle na przeciwko krzesła Zabiniego. Wciąż pulsowała w nim złość. A kilka sekund później przed jego nosem wylądowała szklanka z trunkiem.
- Więc, teraz jesteś aurorem? - blondyn rozejrzał się jeszcze raz po gabinecie. Znajdowało się tak również parę sprzętów przeciwko czarnej magii.
- Jasne. - stwierdził. - Nie mogłem znaleźć nic dobrego dla mnie i wtedy właśnie Potter mi to zaproponował, ogólnie świetna fucha! A słyszałem, że ty zajmujesz się Zagranicznymi Sprawami?
- Tak. - mruknął tylko. - A jak Ci się ogólnie w żuciu układa?
- Nawet dobrze. - uśmiechnął się. - Nie licząc tego, że kobieta mojego życia wyszła z innego i tego, że nie widziałem przyjaciela od 5 lat.
Malfoy nie miał nawet kontaktu z Zabinim... Przez ten cały czas żył sam, z nikim nie korenspodował. Tylko raz dostał zaproszenie na ślub Ginny i Pottera. Domyślał się, że Blaise chce dać mu trochę czasu na przemyślenia. A przynajmniej tak było przez pierwsze dwa lata. Potem zaczął chodzić na imprezy, spotykał się (i nie tylko) z różnymi dziewczynami, robił wszystko by zapomnieć, ale to nie było łatwe. A kilka miesięcy potem spotkał się z Pansy Parkinson, która była w armii śmierciożerców, ale zaraz po tym jak poznała się z opinią blondyna zrezygnowała i to z nią przez ten czas był Draco jako jej chłopak, nawet się jej oświadczył, a teraz wyjechał. Zrozumiał, że to Hermiona jest jego jedyną i tylko ona może zostać jego żoną. ONA ALBO NIKT.
- A dalej utrzymujesz kontakt z Ginny?
- A od czasu do czasu, pogodziłem się z nią i ustaliliśmy że z Harrym jest szczęśliwa. - uśmiechnął się, ale to nie był ironiczny ani przepełniony bólem uśmiech, to był szczery uśmiech. - Są naprawdę szczęśliwi, Ginny spodziewa się dziecka. Powiedzieli mi to w sekrecie więc będzie miło jak nikomu nie powtórzysz. A jak sprawa z Hermioną?
- Zależy o co pytasz.
- Pytam, czy przywróciłeś jej już pamięć? - wziął łyka swojego trunku. - Skoro wróciłeś to chyba już powinieneś...
- Nie jestem pewny czy to dobre rozwiązanie. - stwierdził. - Nie sądzę, że zrozumiesz. Jak jej to przypomnę to przecież ona mnie znienawidzi, pewnie już mnie nienawidzi. Byłoby pewnie gorzej niż sobie wyobrażam, a po za tym nie mógłbym żyć z myślą, że ją zdradziłem...
- Co?! - jego przyjaciel zakrztusił się piciem. - Nie mogłeś jej zdradzić, przecież ona Cię nie pamięta, to tak jakbyście nie byli już razem...
- Tak, masz rację. Przecież zerwaliśmy, a raczej ja z nią zerwałem, ale ona wciąż ze mną była... Rozumiesz, że ja totalnie ogłupiałem tam bez niej? Ja się Pansy oświadczyłem! Tak próbowałem zapomnieć! Ta to jakiegoś świra dostała na moim punkcie!
- Naprawdę? - Zabini próbował nie wybuchnąć śmiechem. - Rany smoku, nie posądziłbym Cię o to!
- Ani ja! - krzyknął blondyn i zaśmiał się. - Ale ze mnie kretyn. A w ogóle to Hermiona się z kimś spotyka teraz?
- Chodziła z Wieprzlejem z początku, nie za długo, potem był jeszcze Gregory Timmofhy, a teraz kręci z Kevinem Hoolem, ale to wygląda mi na zwykły flirt... - poinformował. - Hermiona ma ogólnie duże branie...
- Dziwisz się? - uniósł brwi próbując ukryć swój gniew i zazdrość.
Zabini pokręcił głową i uśmiechnął się.
Hermiona godzinę później kończyła pracę, była umówiona z Kevinem dopiero na 20, a była 15, więc w tym czasie mogłaby odwiedzić Ginny. Po drodze poszła się pożegnać jeszcze z Dorianą i życzyć jej miłego popołudnia, potem jeszcze poszła do George'a, gdzie siedział już Draco i rozmawiał o czymś zawzięcie z panem ministrem.
- Hej panie ministrze. - powiedziała, bo nie wiedziała czy przy obcych mogła mówić mu po imieniu. - Wychodzę i przyszła zapytać czy będę jeszcze potrzebna? Bo idę odwiedzić Ginny.
- Ginny? A coś się stało? - na jego twarzy pojawiło się zmartwienie.
- Nie, ale jest podobno chora.
- Oh pozdrów ją i życz szybkiego powrotu do zdrowia. - powiedział.
- Ode mnie też ją pozdrów! - rzucił pośpiesznie Draco, który po chwili zrozumiał jaki błąd popełnił.
- Okej... - odparła zmieszana kobieta i wyszła.
Na korytarzu spotkała się z Zabinim, od którego też miała przekazać Ginny pozdrowienia, a także od Doriany i Rona, a nawet Percego.
Chwilę później była już w domu. Zrzuciła swoje firmowe ubranie i przebrała się w zwykłe jeansy i bokserkę. Zabrała ze sobą torebkę z prezentem dla przyjaciółki i weszła do kominka. Nabrała w rękę proszku, rzuciła sobie pod nogi i krzyknęła głośno: "Gimuland Place 12".
Ginny i Harry zamieszkali tam, jako że dom należał dalej do Harrego, a oni chcieli mieć dla siebie trochę prywatności i dlatego przeprowadzili się tak daleko od innych. Dom był teraz widoczny dla wszystkich, ale im to nie przeszkadzało. Chcieli być tylko razem. Musieli trochę poremontować, przy wielkich wysiłkach udało im się ściągnąć portret mamy Syriusza i schować go na strychu, jak większość pamiątek.
Ginny siedziała przy stole w kuchni i jadła zupę - przyniesioną zapewne, przez panią Weasley - Kapsel natomiast zmywał naczynia najwyraźniej z siebie dumny.
- Hej Gin! - zawołała Hermiona.
- Hej Hermiono!
A kiedy ruda powstała, Miona zobaczyła, że Ginervie się trochę przytyło. I to wcale nie w złym słowie.
- O Boże Ginny! - krzyknęła i przytuliła się do przyjaciółki. - Czemu nie powiedziałaś mi, że jesteś w ciąży?!
- Oh, tak dawno Cię nie było i nie było kiedy. - wzruszyła ramionami.
- Ale Harry mógł mi powiedzieć. - oburzyła się na krótko. - Gratulację! Kiedy rodzisz?
- Już niedługo...
Miona nie mogła ukryć zadowolenia. Nie mogła się doczekać kiedy coś się w ich życiu wydarzy. I miała szczerą nadzieję, że wkrótce będą rodzicami.
Przesiedziała trochę czasu rozmawiając i plotkując z przyjaciółką. Tak szybko upłynął jej czas, że musiała wracać by przygotować się na randkę z Kevinem.
- A tak w ogóle to masz pozdrowienia od Doriany, Zabiniego, Percego, Rona, George'a oraz od gościa co zajmuje się Sprawami Zagranicznymi, Draco Malfoya.
Ruda zmarszczyła brwi i twarz nagle jej pobladła.
- Oh dzięki.
Pożegnały się buziakiem w policzek, a potem Hermiona zniknęła w zielonych płomieniach. Szybko rzuciła swoją torebkę na pobliskie krzesło i pobiegła do swojej małej garderoby by wybrać jakiś strój na dzisiejszy wieczór z Kevinem. To była już już chyba 10 randka, a Hermionie zaczęło na nim naprawdę zależeć i miała nadzieję, że coś więcej z tego wyniknie. Wybrała swoją czarną sukienkę, która idealnie podkreślała jej figurę. Rozczesała włosy, włożyła swoje balerinki i była gotowa. Zrobiła tylko lekki makijaż i usiadła na kanapie w oczekiwaniu na mężczyznę. Jej głowę zajęły myśli o Ginny i jej dziecku, a w szczególności o tym całym Draco Malfoyu, który chce zabić swoich rodziców i o tym, że w pewnym momencie zwracał się do niej po imieniu, i o tym że jest jej jakoś znajomy, a także o tym co powiedział Ron kiedy ich zobaczył: "OO Draco i Hermiona znowu razem...". Co mogło to wszystko oznaczać? A wtedy ktoś zapukał. Myślała, że to Kevin ale było znacznie za wcześnie, więc prawie dostała szoku kiedy przed jej drzwiami stanął przystojny blondyn z ministerstwa - Draco Malfoy. O którym przed chwilą myślała.
- Em... Dzień dobry, co pana sprowadza? - zaczęła oniemiała.
- Muszę Ci coś wyjaśnić Hermiono, to bardzo ważne...
- Ale ja mam spotkanie i...
- Postaram się, żeby nie zajęło to długo...
***
Draco Malfoy po rozmowie z Georgem i za jego pozwoleniem odwiedził swoją matkę w Azkabanie. Cele na przeciwko niego zajmowała jego ciotka - Bellatriks Lestrange, a tuż zaraz obok jego ojciec. Poznał również kilku innych śmierciożerców, ale z nikim innym nie zamierzał rozmawiać oprócz ze swoją matką. Jego matka wyglądała okropnie... Miała tłuste włosy, wory pod oczami, wychudła i była jakaś przybita.
- Mamo... - zaczął Draco.
Kobieta, w której nie było już tyle wdzięku uśmiechnęła się na widok syna, co dodało jej trochę straconego uroku.
- Draco, kochanie...
- Nie chcę żebyś umierała. - powiedział szybko, a widząc swoją matkę załamał mu się głos. - Dlaczego to zrobiłaś?!
- Bałam się, że już Cię nie zobaczę. - przyznała słabym głosem. - Ale opowiadaj jak tam Hermiona?
- Cóż. - zawahał się. - Ja i Hermiona nie jesteśmy już razem.
I w tamtym momencie opowiedział jej o wszystkim co się wydarzyło. Matka nie przerywała mu tylko uważnie słuchała tego co czuł, wiedziała że do dawna chciał o tym z kimś porozmawiać, ale widocznie nie miał z kim. Opowiedział jej także o akacji zza granicy i o tym, że totalnie zgupiał oświadczając się Pansy.
- Lubię pannę Parkinson, byłaby dla Ciebie dobrą żoną synu. - nagle odezwał się synu.
- Ale ja jej nie kocham.
- Wiem kogo kochasz. Dlatego sądzę, że powinieneś przywrócić jej tę pamięć o Tobie.
- Jak to zrobię to i tak nie mam co liczyć na to, że będziemy szczęśliwi. Ona mnie nienawidzi.
- Jak nie spróbujesz to się nie dowiesz. - powiedziała mama. - Idź do niej i przypomnij jej kim jesteś. Chcemy z tatą, żebyś wiedział, że żałujemy wszystkiego.
Draco kiwnął głową chwycił rękę matki, a przez jego ciało przebiegło ciepłe matczyne uczucie. Uśmiechnął się do kobiety i poszedł. Oboje rodzice i Blaise mieli rację. Musi przywrócić jej pamięć.
***
Hermiona zajęła miejsce na kanapie na przeciwko blondyna. Mężczyzna wyglądał na zdenerwowanego i trochę zagubionego. Oparł głowę na swoich zaplątanych dłoniach. Miona nie wiedziała jak zacząć rozmowę więc czekała na ruch gościa. Ale po paru sekundach przypomniała se, że jako gospodyni powinna zaproponować mu coś do picia.
- Napije się pan czegoś?
- Nie dziękuję Hermiono. - odparł, a potem spojrzał na kobietę. - A teraz opowiem Ci wszystko od początku, ale proszę nie przerywaj mi w trakcie.
Kobieta spojrzała na niego jak na jakiegoś idiotę.
- Ale co pan chce mi opowiedzieć?
- Chcę ci przypomnieć kim jestem. - i zaczął opowiadać. - Chodziliśmy razem do Hogwartu, wiem że nie pamiętasz po to wszystko moja wina...ale nie przerywaj. - powiedział stanowczo widząc, że kobieta otwiera już usta. - Nienawidziliśmy się od pierwszej klasy, ale to raczej normalne jako Gryfonka i Ślizgon. Ogólnie to bardzo często się kłóciliśmy...
Malfoy szedł korytarzem do Wielkiej Sali, by coś zjeść. Było dość wcześnie, więc nikogo się nie spodziewał jak, a jednak! Siedziała tam pewna ładna, przemądrzała i niezwykle wkurzająca Gryfonka. Była zbyt zajęta czytaniem i jedzeniem tostów, by zorientować się że ktoś wszedł do Sali. Swoją drogą to trochę dziwne, że już nie śpi, może to przez to wczorajsze huczne zerwanie z łasicem? Bo nigdy wcześniej o tej porze jej nie wiedział, ale możliwe że była wtedy w bibliotece. Draco usiadł przy wspólnym stole ślizgonów i klasnął w dłonie, a przed nim wylądował talerz z naleśnikami i dzbanek z kawą. Dziewczyna wtedy zdała sobie sprawę, że nie jest sama i odwróciła się by spojrzeć na Draco.
- Ah, to ty - burknęła głosem przesyconym nienawiścią. - Myślałam, że Książę Slytherinu śpi dłużej.
- Masz mnie za księcia. - wyszczerzył do niej zęby.
- Chciałbyś fretko.
- Nie musisz się z tym kryć Granger, wiem że na mnie lecisz.
- Jesteś idiotą. - powiedziała. - Prędzej piekło zamarznie niż ty mi się spodobasz, śmierciożerco.
- Szlama.
- Kretyn.
- Szlama, a swoją drogą przecież nie jestem już śmierciożercą.
Mierzyła go przez chwilę wzrokiem.
- Kto był śmierciożercą na zawsze nim zostanie.
A potem zabrała swoją torbę i wyszło. Czyżby w jej oczach dostrzegł współczucie?
- Po tym incydencie w szóstej klasie zaczęło się między nami coś dziać. Sam byłem zdziwiony tym uczuciem i wiem, że ty też. Nie potrafiliśmy z nim walczyć, mimo starań. To było od nas znacznie silniejsze...
- Niemożliwe - stwierdziła. - Pamiętałabym.
- Nie przerywaj.
Draco siedział na kanapie w salonie wspólnym Slytherinu i uczył się do egzaminu razem z Zabinim. Nie mógł się jednak skupić przez pewną Gryfonkę. Wciąż miał obraz jej pięknych zbliżających się oczu, kiedy o mały włos jej nie pocałował. Ale musiał im oczywiście ktoś przerwać, a tą osobą musiał, po prostu MUSIAŁ być Weasley. Przez chwilę poczuł na sobie wzrok przyjaciela.
- Wszystko w porządku smoku? - spytał po chwili i uśmiechnął się jakby wiedział co chodzi przyjacielowi po głowie.
- Oczywiście, czemu miałoby nie być?
- A czego się uczysz?
Patrzyli przez chwilę na siebie a Draco próbował przypomnieć se jaką książkę otworzył, ale za nic nie mógł skojarzyć okładki i szybko wrócić na sam początek by przeczytać tytuł, a Blaise wybuchł śmiechem.
- Czy to Mionka nie daje Ci się skupić? - zapytał z szerokim uśmiechem.
- Co? Nie! Skąd ci to w ogóle do głowy przyszło?
- Ktooś tu się zakooochał! - wydarł się czarnoskóry.
W tym czasie do pokoju wspólnego weszły Pansy z Astorią.
- A w kim?
- W nikim! Ten idiota wymyśla!
Rzucił książką na stół i wyszedł przez dziurę w portrecie kierując się na błonia. Zdążył jeszcze usłyszeć triumfalny śmiech przyjaciela. Błonia były puste pomimo ładnej pogody. Blondyn kierował się na pomost i obserwował stworzenia pływające w jeziorze. Dlaczego Hagrid nigdy ich o nich nie uczył? Na pewno lekcja byłaby znacznie ciekawsza niż wszystkie inne.
- Mogę się dosiąść? - z zamyśleń wyrwał go głos panny Granger.
- Siadaj.
Dziewczyna usiadła tak blisko chłopaka, że ich kolana się ze sobą zetknęły. Zarumieniona chciała się odsunąć, ale Malfoy jej na to nie pozwolił. Bardzo lubił jej bliskość.
- Nie uczysz się do egzaminów? - zagadnęła.
- Ucz się z tym idiotą Zabinim.
Dziewczyna zachichotała krótko.
- Ginny go lubi, nawet bardzo. - poinformowała. - Ładnie razem wyglądają.
A potem ich spojrzenia na chwilę się spotkali, a oni uśmiechali się do siebie jak idioci. Zaczęli się do siebie zbliżać. Draco wiedział, że teraz już im na pewno nikt nie przerwie. I chcąc jak najszybciej do tego doprowadzić szybko złączył ich usta w przepełnionym uczuciami pocałunku. Oboje czuli się jak w niebie. Od dawna tego wyczekiwali i w końcu. Teraz mieli chwilę dla siebie, chwilę której nigdy nie będą żałować. Oderwali się dopiero chwilę później kiedy ktoś zachrząkał za ich plecami.
- No, no. - Draco dobrze znał ten głos. - Wiedziałem, że ktoś tu się zakochał.
Odwrócili się by zobaczyć Zabiniego w towarzystwie wiewióry. No pięknie. A miała to być chwila dla nich.
- Chodziliśmy ze sobą krótko, bo nadeszła wojna. A potem ty nie wróciłaś na siódmy rok, a ja nie miałem jak się z Tobą skontaktować. Spotkaliśmy się dopiero podczas Bitwy o Hogawrt, ale nie było czasu by cokolwiek wyjaśniać lub lepiej, porozmawiać. Byłaś świadkiem jak przechodzę na ciemną stronę, ale wiedziałaś, że muszę to zrobić. Dla Ciebie, dla swojej rodziny... Nie przeszkadzało Ci to, bo wiedziałaś - wziął głęboki oddech. - Wiedziałaś, że nigdy nie będę walczył przeciwko Tobie.
Biegł korytarzem Hogawrtu nie wiedząc ile czasu już upłynęło. Skręcał raz w prawo raz w lewo, wspinał się po schodach, ale budynek był już tak zniszczony, że zupełnie go nie poznawał. Zburzone ściany, wyważone drzwi, rozwalone gdzieniegdzie schody i zabiegani uczniowie, niektórzy ranni, ale on nie mógł im teraz pomóc. Musiał znaleźć JĄ. Bał się co kiego ciotka mogła już jej zrobić. Biegł dalej powtarzając sobie w myślach: "Ona jeszcze żyje". Choć sam nie był do końca tego pewny, a potem usłyszał przeraźliwy krzyk. Poznał go od razu i pobiegł za nim trafiając do jakiejś pustej klasy. Na ziemi leżała Hermiona, a nad nią stała Bellatriks.
- NIE! - krzyknął Draco i wymierzył różdżkę w Bellatriks.
Chłopak stanął i całym ciałem osłonił nieprzytomną dziewczynę.
- Co ty robisz Draco? - spytała zdziwiona.
- Nie krzywdź jej. Skrzywdź mnie.
- Czemu jej bronisz?!
- Bo ją kocham! Nie skrzywdzisz już jej. Nie dopóki ja żyję.
A potem drzwi gwałtownie się otworzyły a przez nie wbiegł Zabini z Parkinson.
- Drętwota! - krzyknął chłopak kierując różdżką w Lestrange.
Oboje przyjaciele pomogli mu wynieść Hermioną i ocucić ją za pomocą eliksiru. Zaraz po obudzeniu dziewczyna rzuciła mu się na szyję i złączyła ich usta w pocałunku. Ta chwila mogła trwać wiecznie, ale trwała wojna, a oni musieli pomóc Potterowie.
- Dzięki. - wyszeptał do przyjaciół blondyn.
Uśmiechnęli się krótko i pobiegli w przeciwną stronę.
- A potem po walce poszliśmy na wieżę i wtedy usunąłem Ci pamięć.
Przerwał im dzwonek do drzwi. A Hermiona zdziwiona opowieścią przypomniała se o Kevinie. Szybko wstała i pobiegła otworzyć drzwi. Kevin stał przed drzwiami z ogromnym bukietem róż i uśmiechał się słodko.
- Kevin, wybacz mi, ale możemy przełożyć to spotkanie? Źle się czuję...
- Może mogę zostać z Tobą?
- Oh nie, to nie jest konieczne. - stwierdziła.
- W porządku, więc do zobaczenia. Ale bukiet weź.
Wręczył jej kwiaty a potem odszedł. Hermiona zamknęła drzwi, odłożyła kwiaty do wazonu na przedpokoju i wróciła do salonu mężczyzna dalej siedział, ale tym razem z różdżką w ręce. Hermiona zajęła swoje miejsce na przeciw.
- To wszystko... to... to niemożliwe.
- Ależ tak.
I mruknął jakąś formułkę. Hermionę dotknął jakiś promień. Teraz wszystkie wspomnienia z Draco w roli głównej przeszyły się jej przez głowę. A gdy już odzyskała pełną świadomość tego wszystkiego, co potrwało dłuższą chwilę.
- To co zrobiłeś wtedy, było cholernie egoistyczne! - krzyknęła. - Wyjdź stąd! Nienawidzę Cię! Wyjdź!
Malfoy jakby spodziewał się takiej reakcji opuścił jej dom. Kobieta opadła na kanapę, a w jej oczach zaiskrzyły się łzy. Przeczesała włosy. Ten kretyn zniszczył jej życie. Czy już to wszystko do nie dotarło? Nie. Ale wspomnienia na wieży i to co czuła wyraźnie widniało już w jej głowie. Tego dnia stracił wszystko, a nawet o tym nie pamiętała.
---------------------
Końcówka wyszła okropnie ;c Zdaję sobie z tego
sprawę... I z tego że ten rozdział również mi nie wyszedł, ale
żeby rozwijać dalej historię to go dodaje c;
środa, 1 lipca 2015
1. Spotkanie.
Było bardzo wcześnie i cicho jak na okolicę małej wioski Havenclov.
Bardzo ładna brunetka korzystając z ciszy przechadzała się po ładnym
ogrodzie jakby w czegoś poszukiwaniu, a przynajmniej tak mógłby se
pomyśleć pieszy, który przeszedł by obok ogrodu Hermiony Granger.
Pracownica ministerstwa była zdenerwowana spotkaniem, które miało się
dzisiaj obyć... Nie wiedziała jednak kogo będą gościć, więc nie wiedziała
też jak się do tego spotkania przygotować.
Hermiona była zaufaną i jedną z najlepszych pracowników ministerstwa. Zajmowała się działem Przestrzegania Praw, więc musiała być na tym spotkaniu, które jak określił sam pan minister, a tym ministrem dziwnym zbiegiem został George Weasley, jest bardzo ważne.
Geroge zaraz po śmierci brata, a przeżył ją chyba cudem zaczął interesować się bardziej papierami i biznesem. Pierwszy rok był bardzo trudny, bliźniak zamykał się w pokoju i izolował się od społeczeństwa. Nikt na niego nie naciskał. Wszyscy woleli go zostawić samego ze swoimi myślami, żeby mógł wszystko przetrawić. No i właśnie. Cztery lata temu zaczął pracować w ministerstwie, przyjęli go tylko i ze względu na znajomości. Nie tak dawno awansował na ministra magii. A cała rodzina i przyjaciele byli bardzo dumni i cieszyli się, że Geroge już jakoś poradził se z tą ciężką sytuacją.
Pan Weasley przeszedł na wczesną emeryturę, zaraz po awansie jednego z synów, Bill pracuje dalej u Gringotta i nic nie wskazuje na to by miał zrezygnować, widać było że bardzo lubił tę pracę, tym bardziej że pracował tam ze swoją żoną Fluer Delacour. Charlie użera się ze smokami w Rumunii, ale teraz bardzo często bywa w rodzinnym gronie. Poznał tam uroczą dziewczynę, którą przedstawił wszystkim rok temu na Boże Narodzenie. Clary była bardzo sympatyczna. Percy pracuje niezmiennie w ministerstwie, na tym samym wydziale co Hermiona, tyle że Percy był szefem całego wydziału. Rzadko się z nim widywała, ewentualnie na jakiś rozprawach ale jej to bardzo odpowiadało. Znalazł se dziewczynę - Karin. Ron został aurorem, ale nie znalazł se jeszcze żony. Wcześniej spotykał się z Hermioną Granger, ale szybko się pokłócili i teraz gdy tylko się widzieli obrzucali się nienawistymi spojrzeniami. Miona dalej przyjaźniła się z Harrym i Ginny, którzy od niedawna są małżeństwem.
Harry jest szefem biura aurorów a Ginny najlepszą ścigającą na świecie.
***
Nadszedł czas wyjścia Hermiony z domu do pracy. Wzięła w rękę swoją torebkę i weszła do kominka w salonie, nabrała proszku w rękę a potem głośno krzyknęła: "Ministerstwo Magii" i zniknęła w zielonych płomieniach.
- Cześć Hermiono. - Doriana Creen przywitała ją już na wejściu.
Doriana to była ładna, wysoka i przecudowna kobieta. Jej jasne włosy jak zawsze upięte w gruby warkocz spoczywały na ramieniu. Hermiona bardzo ją lubiła, ale obie kobiety pracowały na innych wydziałach i chodź wychodziły razem na zakupy to w pracy widywały się tylko przelotem.
- Cześć Doriano, jakieś nowe wieści? - spytała chwytając za Proroka Codziennego.
- Nic takiego, same nudy. - skinęła głową w stronę gazety. - Przyjeżdża tylko ten gość z Spraw Zagranicznych, a pan minister strasznie się denerwuje.
- Nie tylko on. - mruknęła cicho Hermiona.
- Podobno ty też będziesz?
- Faktycznie. - uśmiechnęła się. - To do zobaczenia.
Granger oddaliła się od blondynki i skierowała się ku windzie, w której spotkała tylko Harrego, który też właśnie rozpoczynał pracę.
Harry po pokonaniu Voldemorta też nie miał łatwo, wciąż męczyły go koszmary tym razem już nie tak bardzo realne. Harry nie chciał nic mówić o tym jakim cudem przeżył, gdy wtedy poszedł do Voldemorta w Zakazanym Lesie. Wszyscy się nim opiekowali, ale najbardziej to Ginny, z którą się pogodził, wyjaśnił wszystko i wziął ją sobie za żonę. To właśnie dzięki niej zaczął pracować w ministerstwie.
- Hej Herm. - przywitał się. - Gotowa na spotkanie? George chyba bardzo się denerwuje.
- Ja też, powiedziano mi że to bardzo ważne spotkanie.
- Chodzi o popleczników Voldemorta. - zaśmiał się. - Czaisz, że po pięciu latach chcą odbudować armię i zawładnąć światem? A z innej beczki to jak stoi sprawa z Ronem?
- Nie stoi. - burknęła. - Jak ja mogłam chodzić z tym kretynem... A jak u Ginny?
Patrząc na lata wstecz, to Ronald od tamtego czasu bardzo się zmienił.
- Rozchorowała się. Kapsel i pani Weasley się nią zajmują. Po spotkaniu będę musiał wrócić do domu, ale znając George'a będę musiał zrobić jeszcze dziesięć tysięcy rzeczy później. - uśmiechnął się.
Kapsel to był skrzat domowy Potterów. Hermiona nie miała takiego ze względu na to, że dalej była przeciwko wykorzystywaniu tych stworzeń.
- Okej, to moje piętro. - powiedział Harry. - Do zobaczenia na spotkaniu.
- Pozdrów Ginny! - zawołała za nim.
Hermiona wjechała na kolejne piętro, na którym już wysiadała. Już na korytarzu dało się usłyszeć zdenerwowanego George'a kroczącego po piętrze i krzyczącego.
- Albert! - wrzasnął. - Gdzie do cholery podziewa się ten Timmmofhy? Już dawno powinien być w pracy. - spojrzał nerwowo na zegarek. - Potrzebuję go! Cześć Hermiono, przygotowałaś się na spotkanie?
- Tak, George. - jako jego znajoma ze starych lat mogła se pozwolić mówić do niego po imieniu. - A z kim właściwie to spotkanie?
- Z Draco Malfoyem. Teraz on zajmuje się Sprawami Zagranicznymi. A teraz wybacz muszę znaleźć jeszcze kilku idiotów.
I odszedł, a Hermiona nie zdążyła tylko zapytać kim do diabła był ten Draco Malfoy.
***
Hermiona, Harry, Ron, George, Gregory, Lee, Doriana, Lily, Dilian i Percy siedzieli w ciszy w gabinecie ministra czekając na gościa. Usłyszeli pukanie do drzwi, a potem przez nie wszedł niezwykle przystojny, wysoki facet z ułożonymi blond włosami. Miał na sobie mugolski garnitur, przez co Dilian skrzywił się z niesmakiem. Spojrzał na Hermionę, jego szarymi oczami. Zobaczyła w nich coś znajomego, pomimo tego że widziała go po raz pierwszy w życiu.
Draco Malfoy był jednym z najmniej lubianych uczniów Hogwartu, a przynajmniej przez Huffelpuff, Ravenclaw i Gryffindor. Jako Ślizgon miał nie najlepszą naturę, był wredny, nie tolerował osób półkrwi i uwielbiał dręczyć tych którzy jego zdaniem byli gorsi. Ale nie było gorszych a lepszych. Teraz jednak się zmienił i to dzięki tej jednej Gryfonce. Pod koniec wszystkiego wydarzyło się coś, czego nie potrafi se wybaczyć ale tylko jego najlepszy przyjaciel o tym wie.
Gdy wszedł do gabinetu ministra magii od razu ją zobaczył. Siedziała tam i nerwowo przeczesywała włosy za ucho przeglądając jakieś kartki i spoglądając na zegarek. Nie spodziewał się jej tutaj. Wiedział, że i tak nigdy o niej nie zapomni, ale ta obecność przypomniała mu coś o czym od pięciu lat próbuje zapomnieć.
Stali na szczycie wieży zachodniej. Wreszcie wolni. Voldemort nie żył. Teraz mogli być razem szczęśliwi do końca życia. Ale ona nie była do końca świadoma tego ściągnięcia ją tam do góry. Myślała, że chce z nią porozmawiać, ale on miał w planach coś innego. Coś zdecydowanie gorszego od zwykłego zerwania lub rozmowy.
- Hermiono... - zaczął niepewnie.
- Takk?
Stanęła na przeciwko i oparła się o barierkę.
- Posłuchaj, bo my... my... cóż nie możemy być razem...
- Co? - zdziwiła się. - Żartujesz prawda? Nie mówisz tego serio? Draco! Zaprzecz! - widział w jej oczach łzy, wiedząc że Malfoy nie zamierza potwierdzić tego, że to żart. - Przecież już po wszystkim.
- Tak, ale te wszystkie wspomnienia to jak Cię raniłem mogą wszystko zniszczyć. JA mogę to zniszczyć.
- Na Godryka głupot nie gadaj, Draco, kochamy się i nic nie stoi nam na przeszkodzie by być szczęśliwym! Błagam Cię zaprzecz temu co powiedziałeś! - po jej policzkach zaczęły spływać łzy, a on chciał ja tylko przytulić. Nie mógł bo wiedział że to go tylko osłabi.
- Musisz o mnie zapomnieć. - powiedział. - Naprawdę mała, ułożysz ze życie z kimś innym, z kimś kto da Ci szczęście.
- Nie potrafię. Nie dam rady zapomnieć.
- Pomogę Ci. - wyciągnął z kieszeni różdżkę.
Wycelował w nią dziewczynę.
- Nie chcę! - uparła się, a łzy coraz bardziej spływały po jej policzkach, wiedząc co zaraz nastąpi.
- Kocham Cię. - głos mu zadrżał.
- Ja Ciebie też.
- Obliviate.
I wtedy stracił wszystko.
- Dzień Dobry panie ministrze. - odwrócił wzrok od brunetki i podszedł ku ministrowi magii, ściskając mu dłoń. Nigdy nie sądził, że kiedyś do tego dojdzie, że to teraz George będzie nad nim królował. - Jak się pan miewa?
- Doskonale. - przyznał rudy. - Może zanim przejdziemy do spraw to przedstawię panu moich pracowników.
A potem zaczął wszystkich po kolei przedstawiać chodź nie musiał wszystkich. Wszyscy podali mu dłoń oprócz Weasleya, który tylko kiwnął głową w jego stronę.
Draco usiadł miejsce na przeciwko George'a.
- To tak znacie, Gregorego Goyla? - spytał chodź wcale nie musiał. - Tak więc uczynił z siebie wodza i teraz tworzy armię. Ale to raczej wszystkim jest wiadome, jakoś nie widać że się z tym kryją. Kryją tylko ich plany. Tak więc sam zostałem zaproszony do tej grupy, a ponieważ odmówiłem z trudem uniknąłem śmierci... Ogólnie to pracujemy żeby jak najwięcej osób przeszło na naszą stronę, już kilu udało się przeciągnąć, ale większość woli być tam gdzie jest. Tak więc tutaj jest lista z tymi osobami. - podał papier na którym znajdowało się mnóstwo nazwisk. - Niektóre są pewnie znajome... I są to pewnie ludzie ze Slytherinu, ale zauważyłem kilka osób z Hufflepuffu.
- Zachariasz Smith? - zdziwił się George. - Ten z GD? - uśmiechnął się do Rona, Hermiony i Harrego.
- Ogólnie to nie są wszyscy. Są jeszcze śmierciożercy z Azkabanu, a ich nie ma na liście.
- Kto taki? - spytał Dilian.
- Bellatriks Lestrange. - blondyn skrzywił się lekko. - Avery, Carrowie, ojcowie Crabba i Goyla, Dołohow...
Kątem oka zauważył jak Hermiona spina się.
- Gibbon - ciągnął dalej. - Jugson, Rabastan Lestrange, Rudolf Lestrange...
- Na serio? Oni jeszcze żyją? - zdziwił się Ron.
- 5 lat przy dementorach, twarde z nich sztuki... - powiedziała Lily.
- Tak, na serio. - mruknął George, przeglądając oczami wciąż listę. - Podczas ostatniej wizytacji tam, widziałem ich cele. Naprawdę nieźle się trzymają...
- Jest jeszcze Macnair, Mulciber i Senior Nott. - powiedziała Miona, która spoglądała w papiery. - Ogólnie to dostali karę śmierci. Więc czemu wciąż żyją?
- Dobre pytanie. - przyznał jej rację Potter.
- Bo kara śmierci jest przewidywana na przyszły rok. - poinformował minister. - Mają się jeszcze pomęczyć. Taki był werdykt na radzie, nie ode mnie tutaj wszystko zależy.
Hermiona przysłuchiwała się wszystkiemu z uwagą obserwując papiery, a od czasu do czasu Dracona Malfoya. Było w nim coś znajomego...
- A Teodor Nott uniknął Azkabanu. Został uznany jako: Nawrócony. - powiedziała Hermiona.
A potem spojrzała na kolejnych śmierciożerców w Azkabanie: Lucjusz Malfoy i Narcyza Black Malfoy.
Nic jednak nie powiedziała na ten temat. No bo jeśli jego rodzice siedzą teraz w Azkabanie, bo są śmierciożercami to dlaczego jego syn jest na wolności? O ile to ich syn...
- Augustus Rokwood - przeczytał chłodnym tonem Harry.
Wszyscy spojrzeli na Geroge'a, który podniósł wzrok po usłyszeniu nazwiska śmierciożercy. W oczach widać było chęć zemsty za śmierć brata i jakby chwilowo mu wszystko powróciło. Nie dał się jednak opętać przeszłości i odłożył już listę.
- Całkiem interesujące. A plany?
- Chcą zdobyć większą armię. Goyle myśli, ze dzięki temu szybciej dojdą do celu. - powiedział Malfoy. - Planują zawładnąć całym światem, wybić mugoli i wszystkich półkwrwi. - nie mógł nie spojrzeć na Mionę, która tylko schowała głowę udając, że czyta. - Nie sądzę, że cokolwiek zdziałają. To są tylko młodzi ludzie, którzy bez tych z Azkabanu se nie poradzą, nic nie wiedzą o służeniu dla Voldemorta, a im szybciej dasz karę śmierci tym z Azkabanu tym lepiej.
- Chcesz zabić swoich rodziców? - spytała Hermiona, która za późno ugryzła się w język. - Przepraszam, ja nie chciałam...
- W porządku. - odparł, ale nie odpowiedział na jej pytanie. - Więc powinieneś teraz wydać dementorom pozwolenie na pocałunek.
- Nie jestem mordercą.
- Ty nie. Ale dementorzy tak. - stwierdził blondyn. - Jeśli ich nie uśmiercimy, grozi nam ryzyko kolejnej wojny. Oni znajdą sposób żeby ich stamtąd uwolnić.
- Zobaczę co da się zrobić. - mruknął nie chętnie Weasley. - Koniec zebrania. Poczekaj tu Draco.
I jako pierwszy opuścił gabinet, za nim puścił się Ron, potem Harry, Dilian, Lily, Percy, Gregory i Lee. Większość w ogóle nie odezwała się w żadnej sprawie. Hermiona jednak została.
- Dlaczego chcesz ich uśmiercić? - spytała prosto z mostu. Wie, że nie powinna, ale było jej źle patrząc na to, że syn chce zabić matkę i ojca, którzy dali mu życie. - Nie moja sprawa, ale to.. to takie trochę...
- Mój ojciec to okropny człowiek, nie żal mi go. - powiedział. - Nauczył mnie wszystkiego co złe, a matka? Nie chcę jej uśmiercać. Prawda. Ale nie chcę też widzieć jej więcej na oczy. Oni nie byli wzorem rodziców. Byli nikim. Dzięki komuś to zrozumiałem i teraz wiem, że dla nich liczył się tylko Voldemort.
Miona pokręciła tylko głową. Co za człowiek! A później do gabinetu wrócił bliźniak. Usiadł w swoim fotelu.
- Hermiona. Sprawdź w papierach śmierciożercę Thorfinna Rowle'a. - rozkazał zdenerwowany.
Szybko sięgnęła do teczki.
- Thorfinn Rowle. - zaczęła czytać. - Brał udział w Drugiej Bitwie Czarodziejów i w Drugiej Bitwie o Hogawrt, uniknął Azkabanu.
- Nie. Powinien siedzieć. - powiedział. - Jesteś pewna, że uniknął?
- Tak tu pisze.
- Rowle został zabity zaraz po tym jak został uniewinniony ale sprawca jest nieznany. - powiedział blondyn.
- A Selwyn i Yaxley?
- Selwyn podobnie jak Rowle, tylko został skazany do Azkabanu i został jeszcze oskarżony o torturowanie Ksenofiliusa Lovegooda. A Yaxley tak samo jak Selwyn tylko bez torurowania.
- Selwyn nie żyje. - poinformował. - Rada wydała pozwolenie dementorom na pocałunek, A Yaxley zaraz ma proces... Powinnaś na nim być Hermiono. Na samym dole, sala 222.
Granger skinęła głową i wyszła.
Kilka godzin później wszystko było załatwione. No prawie, bo George dalej wahał się nad uśmierceniem śmierciożerców. Musieli o tym porozmawiać na radzie, a w tym czasie Malfoy siedział w gabinecie Weasleya i przeglądał papiery dotyczące śmierciożerców. A w tym samym czasie zastanawiał się co robią teraz jego przyjaciele. Papiery głosiły:
Bellatriks Lestrange: 6 lat - kara śmierci.
Avery: Dożywocie.
Alecto Carrow: 20 lat.
Amycus Carrow: Dożywocie.
Crabbe: 6 lat - kara śmierci.
Goyle: 6 lat - kara śmierci.
Dołohow: Dożywocie.
Rokwood: Dożywocie.
Macnair: 6 lat - kara śmierci.
Mulciber: 6 lat - kara śmierci.
Nott: 6 lata - kara śmierci.
Lucjusz Malfoy: Dożywocie.
Narcyza Malfoy: 20 lat. (Decyzją winnej była kara śmierci)
Draco poczuł jak jego mięśnie się spinają na widok imienia i nazwiska swojego ojca i matki. A przede wszystkim dlatego, że jego matka zdecydowała się na karę śmierci. Czyli to znaczy, że nie żyje?
- Dzień Dobry, George już wrócił? - spytała Miona wchodząc do gabinetu.
- Nie. - Malfoy pokręcił głową. - Panno Granger mam pytanie i prośbę.
- Tak?
- Czy Narcyza Malfoy jeszcze żyje, bo piszę że chciała karę śmierci. - powiedział i poczuł, że głos mu lekko drży. Hermiona patrzyła na niego z litością w swoich pięknych oczach.
- Żyje. - uśmiechnęła się krótko. - Powinien pan ją odwiedzić. Słyszałam, że nocami nie śpi i wciąż wymawia pańskie imię. Przed chwilą się dowiedziałam. Ona pana kocha.
- Dzięki Hermiono. - nie zdał se nawet sprawy, że powiedział do niej po imieniu. - A prośba to... Czy zaprowadziłaby mnie pani do gabinetu Blaisa Zabiniego? Jeśli tutaj pracuje...
- Zabini? Znacie się?
- Lepiej niż pani myśli. - powiedział i uśmiechnął się. A później poczuł się znowu zły na siebie. Teraz musiał zwracać się do niej pani. - To jak?
- Nie ma problemu, tylko że Blaise ma wieczorne zmiany, więc nie jestem pewna czy już jest.
Kiwnął głową. A potem za kobietą udał się do windy. Zjechali w ciszy na piętro niżej. Nie odezwali się do siebie słowem. Draco zauważył, że wchodzą w korytarz wydziału Aurorów. Czyli, że co? Że Zabini został aurorem?
- Kevin! - zawołała Hermiona jednego mężczyznę. - Czy Zabini jest już w pracy?
- W swoim gabinecie... A nasze dzisiejsze spotkanie aktualne?
- Oczywiście. - posłała mu swój uśmiech nr.1.
Draco poczuł ukłucie zazdrości i coś zabolało go w okolicach serca. Czyli Hermiona się z kimś umawia? Był zazdrosny i chciał mu przywalić, ale to bez sensu! Teraz nie mógł, ona układała se życie, przecież jej kazał! Więc czemu ma jej to za złe? To Twoja Wina Idioto, warknął jego głos podświadomości. A kiedy mieli odejść drogę zatorował im rudy łasic:
- OO Hermiona i Malfoy znowu razem?
Hermiona spojrzała na niego, jakby właśnie oznajmił jej że zamknięto bibliotekę.
- Co ma znaczyć "znowu razem"? - spytała.
Draco był gotów rzucić się na niego, gdyby ten powiedziałby jej cokolwiek więcej.
- Bo przecież w Hogwarcie...
Ale teraz - na szczęście za równo Rona jak i Draco - przerwał im Zabini. Rzucił krótkie "hej" w stronę Weasleya i Miony, obdarzając ją uśmiechem zanim zorientował się, że Malfoy stoi obok.
- Smoku! - zawołał i uderzył w dłoń Draco na przywitanie. - Co Cię tu sprowadza?
- Sprawy zawodowe. - poinformował.
Zabini spojrzał kątem oka na Hermionę, która się zastanawiała nad czymś, a Draco wiedząc co chodzi mu po głowie szybko pokręcił głową.
- Możemy pogadać w Twoim gabinecie? - zapropnował.
- Dobra, chodź.
I poszli w stronę drewnianych drzwi z numerem 5, a pod nim wisiała kartka a tam napis: Blaise Zabini - Auror.
---------------
Cześć, wiem że pierwszy rozdział jest nudny i jest mało Dramione, ale
ten rozdział miał ukazywać na razie to co dzieje się w świecie Czarodzeji i jakie
są między nimi relację, miał w skrócie opowiedzieć o tym co wydarzyło się wcześniej
między Draco a Hermioną. ;)
Kolejne rozdziały powinny być ciekawsze, a to się osobiście postaram ;*
A pomimo wszystkiemu mam nadzieję, że się podobał <3
Hermiona była zaufaną i jedną z najlepszych pracowników ministerstwa. Zajmowała się działem Przestrzegania Praw, więc musiała być na tym spotkaniu, które jak określił sam pan minister, a tym ministrem dziwnym zbiegiem został George Weasley, jest bardzo ważne.
Geroge zaraz po śmierci brata, a przeżył ją chyba cudem zaczął interesować się bardziej papierami i biznesem. Pierwszy rok był bardzo trudny, bliźniak zamykał się w pokoju i izolował się od społeczeństwa. Nikt na niego nie naciskał. Wszyscy woleli go zostawić samego ze swoimi myślami, żeby mógł wszystko przetrawić. No i właśnie. Cztery lata temu zaczął pracować w ministerstwie, przyjęli go tylko i ze względu na znajomości. Nie tak dawno awansował na ministra magii. A cała rodzina i przyjaciele byli bardzo dumni i cieszyli się, że Geroge już jakoś poradził se z tą ciężką sytuacją.
Pan Weasley przeszedł na wczesną emeryturę, zaraz po awansie jednego z synów, Bill pracuje dalej u Gringotta i nic nie wskazuje na to by miał zrezygnować, widać było że bardzo lubił tę pracę, tym bardziej że pracował tam ze swoją żoną Fluer Delacour. Charlie użera się ze smokami w Rumunii, ale teraz bardzo często bywa w rodzinnym gronie. Poznał tam uroczą dziewczynę, którą przedstawił wszystkim rok temu na Boże Narodzenie. Clary była bardzo sympatyczna. Percy pracuje niezmiennie w ministerstwie, na tym samym wydziale co Hermiona, tyle że Percy był szefem całego wydziału. Rzadko się z nim widywała, ewentualnie na jakiś rozprawach ale jej to bardzo odpowiadało. Znalazł se dziewczynę - Karin. Ron został aurorem, ale nie znalazł se jeszcze żony. Wcześniej spotykał się z Hermioną Granger, ale szybko się pokłócili i teraz gdy tylko się widzieli obrzucali się nienawistymi spojrzeniami. Miona dalej przyjaźniła się z Harrym i Ginny, którzy od niedawna są małżeństwem.
Harry jest szefem biura aurorów a Ginny najlepszą ścigającą na świecie.
***
Nadszedł czas wyjścia Hermiony z domu do pracy. Wzięła w rękę swoją torebkę i weszła do kominka w salonie, nabrała proszku w rękę a potem głośno krzyknęła: "Ministerstwo Magii" i zniknęła w zielonych płomieniach.
- Cześć Hermiono. - Doriana Creen przywitała ją już na wejściu.
Doriana to była ładna, wysoka i przecudowna kobieta. Jej jasne włosy jak zawsze upięte w gruby warkocz spoczywały na ramieniu. Hermiona bardzo ją lubiła, ale obie kobiety pracowały na innych wydziałach i chodź wychodziły razem na zakupy to w pracy widywały się tylko przelotem.
- Cześć Doriano, jakieś nowe wieści? - spytała chwytając za Proroka Codziennego.
- Nic takiego, same nudy. - skinęła głową w stronę gazety. - Przyjeżdża tylko ten gość z Spraw Zagranicznych, a pan minister strasznie się denerwuje.
- Nie tylko on. - mruknęła cicho Hermiona.
- Podobno ty też będziesz?
- Faktycznie. - uśmiechnęła się. - To do zobaczenia.
Granger oddaliła się od blondynki i skierowała się ku windzie, w której spotkała tylko Harrego, który też właśnie rozpoczynał pracę.
Harry po pokonaniu Voldemorta też nie miał łatwo, wciąż męczyły go koszmary tym razem już nie tak bardzo realne. Harry nie chciał nic mówić o tym jakim cudem przeżył, gdy wtedy poszedł do Voldemorta w Zakazanym Lesie. Wszyscy się nim opiekowali, ale najbardziej to Ginny, z którą się pogodził, wyjaśnił wszystko i wziął ją sobie za żonę. To właśnie dzięki niej zaczął pracować w ministerstwie.
- Hej Herm. - przywitał się. - Gotowa na spotkanie? George chyba bardzo się denerwuje.
- Ja też, powiedziano mi że to bardzo ważne spotkanie.
- Chodzi o popleczników Voldemorta. - zaśmiał się. - Czaisz, że po pięciu latach chcą odbudować armię i zawładnąć światem? A z innej beczki to jak stoi sprawa z Ronem?
- Nie stoi. - burknęła. - Jak ja mogłam chodzić z tym kretynem... A jak u Ginny?
Patrząc na lata wstecz, to Ronald od tamtego czasu bardzo się zmienił.
- Rozchorowała się. Kapsel i pani Weasley się nią zajmują. Po spotkaniu będę musiał wrócić do domu, ale znając George'a będę musiał zrobić jeszcze dziesięć tysięcy rzeczy później. - uśmiechnął się.
Kapsel to był skrzat domowy Potterów. Hermiona nie miała takiego ze względu na to, że dalej była przeciwko wykorzystywaniu tych stworzeń.
- Okej, to moje piętro. - powiedział Harry. - Do zobaczenia na spotkaniu.
- Pozdrów Ginny! - zawołała za nim.
Hermiona wjechała na kolejne piętro, na którym już wysiadała. Już na korytarzu dało się usłyszeć zdenerwowanego George'a kroczącego po piętrze i krzyczącego.
- Albert! - wrzasnął. - Gdzie do cholery podziewa się ten Timmmofhy? Już dawno powinien być w pracy. - spojrzał nerwowo na zegarek. - Potrzebuję go! Cześć Hermiono, przygotowałaś się na spotkanie?
- Tak, George. - jako jego znajoma ze starych lat mogła se pozwolić mówić do niego po imieniu. - A z kim właściwie to spotkanie?
- Z Draco Malfoyem. Teraz on zajmuje się Sprawami Zagranicznymi. A teraz wybacz muszę znaleźć jeszcze kilku idiotów.
I odszedł, a Hermiona nie zdążyła tylko zapytać kim do diabła był ten Draco Malfoy.
***
Hermiona, Harry, Ron, George, Gregory, Lee, Doriana, Lily, Dilian i Percy siedzieli w ciszy w gabinecie ministra czekając na gościa. Usłyszeli pukanie do drzwi, a potem przez nie wszedł niezwykle przystojny, wysoki facet z ułożonymi blond włosami. Miał na sobie mugolski garnitur, przez co Dilian skrzywił się z niesmakiem. Spojrzał na Hermionę, jego szarymi oczami. Zobaczyła w nich coś znajomego, pomimo tego że widziała go po raz pierwszy w życiu.
Draco Malfoy był jednym z najmniej lubianych uczniów Hogwartu, a przynajmniej przez Huffelpuff, Ravenclaw i Gryffindor. Jako Ślizgon miał nie najlepszą naturę, był wredny, nie tolerował osób półkrwi i uwielbiał dręczyć tych którzy jego zdaniem byli gorsi. Ale nie było gorszych a lepszych. Teraz jednak się zmienił i to dzięki tej jednej Gryfonce. Pod koniec wszystkiego wydarzyło się coś, czego nie potrafi se wybaczyć ale tylko jego najlepszy przyjaciel o tym wie.
Gdy wszedł do gabinetu ministra magii od razu ją zobaczył. Siedziała tam i nerwowo przeczesywała włosy za ucho przeglądając jakieś kartki i spoglądając na zegarek. Nie spodziewał się jej tutaj. Wiedział, że i tak nigdy o niej nie zapomni, ale ta obecność przypomniała mu coś o czym od pięciu lat próbuje zapomnieć.
Stali na szczycie wieży zachodniej. Wreszcie wolni. Voldemort nie żył. Teraz mogli być razem szczęśliwi do końca życia. Ale ona nie była do końca świadoma tego ściągnięcia ją tam do góry. Myślała, że chce z nią porozmawiać, ale on miał w planach coś innego. Coś zdecydowanie gorszego od zwykłego zerwania lub rozmowy.
- Hermiono... - zaczął niepewnie.
- Takk?
Stanęła na przeciwko i oparła się o barierkę.
- Posłuchaj, bo my... my... cóż nie możemy być razem...
- Co? - zdziwiła się. - Żartujesz prawda? Nie mówisz tego serio? Draco! Zaprzecz! - widział w jej oczach łzy, wiedząc że Malfoy nie zamierza potwierdzić tego, że to żart. - Przecież już po wszystkim.
- Tak, ale te wszystkie wspomnienia to jak Cię raniłem mogą wszystko zniszczyć. JA mogę to zniszczyć.
- Na Godryka głupot nie gadaj, Draco, kochamy się i nic nie stoi nam na przeszkodzie by być szczęśliwym! Błagam Cię zaprzecz temu co powiedziałeś! - po jej policzkach zaczęły spływać łzy, a on chciał ja tylko przytulić. Nie mógł bo wiedział że to go tylko osłabi.
- Musisz o mnie zapomnieć. - powiedział. - Naprawdę mała, ułożysz ze życie z kimś innym, z kimś kto da Ci szczęście.
- Nie potrafię. Nie dam rady zapomnieć.
- Pomogę Ci. - wyciągnął z kieszeni różdżkę.
Wycelował w nią dziewczynę.
- Nie chcę! - uparła się, a łzy coraz bardziej spływały po jej policzkach, wiedząc co zaraz nastąpi.
- Kocham Cię. - głos mu zadrżał.
- Ja Ciebie też.
- Obliviate.
I wtedy stracił wszystko.
- Dzień Dobry panie ministrze. - odwrócił wzrok od brunetki i podszedł ku ministrowi magii, ściskając mu dłoń. Nigdy nie sądził, że kiedyś do tego dojdzie, że to teraz George będzie nad nim królował. - Jak się pan miewa?
- Doskonale. - przyznał rudy. - Może zanim przejdziemy do spraw to przedstawię panu moich pracowników.
A potem zaczął wszystkich po kolei przedstawiać chodź nie musiał wszystkich. Wszyscy podali mu dłoń oprócz Weasleya, który tylko kiwnął głową w jego stronę.
Draco usiadł miejsce na przeciwko George'a.
- To tak znacie, Gregorego Goyla? - spytał chodź wcale nie musiał. - Tak więc uczynił z siebie wodza i teraz tworzy armię. Ale to raczej wszystkim jest wiadome, jakoś nie widać że się z tym kryją. Kryją tylko ich plany. Tak więc sam zostałem zaproszony do tej grupy, a ponieważ odmówiłem z trudem uniknąłem śmierci... Ogólnie to pracujemy żeby jak najwięcej osób przeszło na naszą stronę, już kilu udało się przeciągnąć, ale większość woli być tam gdzie jest. Tak więc tutaj jest lista z tymi osobami. - podał papier na którym znajdowało się mnóstwo nazwisk. - Niektóre są pewnie znajome... I są to pewnie ludzie ze Slytherinu, ale zauważyłem kilka osób z Hufflepuffu.
- Zachariasz Smith? - zdziwił się George. - Ten z GD? - uśmiechnął się do Rona, Hermiony i Harrego.
- Ogólnie to nie są wszyscy. Są jeszcze śmierciożercy z Azkabanu, a ich nie ma na liście.
- Kto taki? - spytał Dilian.
- Bellatriks Lestrange. - blondyn skrzywił się lekko. - Avery, Carrowie, ojcowie Crabba i Goyla, Dołohow...
Kątem oka zauważył jak Hermiona spina się.
- Gibbon - ciągnął dalej. - Jugson, Rabastan Lestrange, Rudolf Lestrange...
- Na serio? Oni jeszcze żyją? - zdziwił się Ron.
- 5 lat przy dementorach, twarde z nich sztuki... - powiedziała Lily.
- Tak, na serio. - mruknął George, przeglądając oczami wciąż listę. - Podczas ostatniej wizytacji tam, widziałem ich cele. Naprawdę nieźle się trzymają...
- Jest jeszcze Macnair, Mulciber i Senior Nott. - powiedziała Miona, która spoglądała w papiery. - Ogólnie to dostali karę śmierci. Więc czemu wciąż żyją?
- Dobre pytanie. - przyznał jej rację Potter.
- Bo kara śmierci jest przewidywana na przyszły rok. - poinformował minister. - Mają się jeszcze pomęczyć. Taki był werdykt na radzie, nie ode mnie tutaj wszystko zależy.
Hermiona przysłuchiwała się wszystkiemu z uwagą obserwując papiery, a od czasu do czasu Dracona Malfoya. Było w nim coś znajomego...
- A Teodor Nott uniknął Azkabanu. Został uznany jako: Nawrócony. - powiedziała Hermiona.
A potem spojrzała na kolejnych śmierciożerców w Azkabanie: Lucjusz Malfoy i Narcyza Black Malfoy.
Nic jednak nie powiedziała na ten temat. No bo jeśli jego rodzice siedzą teraz w Azkabanie, bo są śmierciożercami to dlaczego jego syn jest na wolności? O ile to ich syn...
- Augustus Rokwood - przeczytał chłodnym tonem Harry.
Wszyscy spojrzeli na Geroge'a, który podniósł wzrok po usłyszeniu nazwiska śmierciożercy. W oczach widać było chęć zemsty za śmierć brata i jakby chwilowo mu wszystko powróciło. Nie dał się jednak opętać przeszłości i odłożył już listę.
- Całkiem interesujące. A plany?
- Chcą zdobyć większą armię. Goyle myśli, ze dzięki temu szybciej dojdą do celu. - powiedział Malfoy. - Planują zawładnąć całym światem, wybić mugoli i wszystkich półkwrwi. - nie mógł nie spojrzeć na Mionę, która tylko schowała głowę udając, że czyta. - Nie sądzę, że cokolwiek zdziałają. To są tylko młodzi ludzie, którzy bez tych z Azkabanu se nie poradzą, nic nie wiedzą o służeniu dla Voldemorta, a im szybciej dasz karę śmierci tym z Azkabanu tym lepiej.
- Chcesz zabić swoich rodziców? - spytała Hermiona, która za późno ugryzła się w język. - Przepraszam, ja nie chciałam...
- W porządku. - odparł, ale nie odpowiedział na jej pytanie. - Więc powinieneś teraz wydać dementorom pozwolenie na pocałunek.
- Nie jestem mordercą.
- Ty nie. Ale dementorzy tak. - stwierdził blondyn. - Jeśli ich nie uśmiercimy, grozi nam ryzyko kolejnej wojny. Oni znajdą sposób żeby ich stamtąd uwolnić.
- Zobaczę co da się zrobić. - mruknął nie chętnie Weasley. - Koniec zebrania. Poczekaj tu Draco.
I jako pierwszy opuścił gabinet, za nim puścił się Ron, potem Harry, Dilian, Lily, Percy, Gregory i Lee. Większość w ogóle nie odezwała się w żadnej sprawie. Hermiona jednak została.
- Dlaczego chcesz ich uśmiercić? - spytała prosto z mostu. Wie, że nie powinna, ale było jej źle patrząc na to, że syn chce zabić matkę i ojca, którzy dali mu życie. - Nie moja sprawa, ale to.. to takie trochę...
- Mój ojciec to okropny człowiek, nie żal mi go. - powiedział. - Nauczył mnie wszystkiego co złe, a matka? Nie chcę jej uśmiercać. Prawda. Ale nie chcę też widzieć jej więcej na oczy. Oni nie byli wzorem rodziców. Byli nikim. Dzięki komuś to zrozumiałem i teraz wiem, że dla nich liczył się tylko Voldemort.
Miona pokręciła tylko głową. Co za człowiek! A później do gabinetu wrócił bliźniak. Usiadł w swoim fotelu.
- Hermiona. Sprawdź w papierach śmierciożercę Thorfinna Rowle'a. - rozkazał zdenerwowany.
Szybko sięgnęła do teczki.
- Thorfinn Rowle. - zaczęła czytać. - Brał udział w Drugiej Bitwie Czarodziejów i w Drugiej Bitwie o Hogawrt, uniknął Azkabanu.
- Nie. Powinien siedzieć. - powiedział. - Jesteś pewna, że uniknął?
- Tak tu pisze.
- Rowle został zabity zaraz po tym jak został uniewinniony ale sprawca jest nieznany. - powiedział blondyn.
- A Selwyn i Yaxley?
- Selwyn podobnie jak Rowle, tylko został skazany do Azkabanu i został jeszcze oskarżony o torturowanie Ksenofiliusa Lovegooda. A Yaxley tak samo jak Selwyn tylko bez torurowania.
- Selwyn nie żyje. - poinformował. - Rada wydała pozwolenie dementorom na pocałunek, A Yaxley zaraz ma proces... Powinnaś na nim być Hermiono. Na samym dole, sala 222.
Granger skinęła głową i wyszła.
Kilka godzin później wszystko było załatwione. No prawie, bo George dalej wahał się nad uśmierceniem śmierciożerców. Musieli o tym porozmawiać na radzie, a w tym czasie Malfoy siedział w gabinecie Weasleya i przeglądał papiery dotyczące śmierciożerców. A w tym samym czasie zastanawiał się co robią teraz jego przyjaciele. Papiery głosiły:
Bellatriks Lestrange: 6 lat - kara śmierci.
Avery: Dożywocie.
Alecto Carrow: 20 lat.
Amycus Carrow: Dożywocie.
Crabbe: 6 lat - kara śmierci.
Goyle: 6 lat - kara śmierci.
Dołohow: Dożywocie.
Rokwood: Dożywocie.
Macnair: 6 lat - kara śmierci.
Mulciber: 6 lat - kara śmierci.
Nott: 6 lata - kara śmierci.
Lucjusz Malfoy: Dożywocie.
Narcyza Malfoy: 20 lat. (Decyzją winnej była kara śmierci)
Draco poczuł jak jego mięśnie się spinają na widok imienia i nazwiska swojego ojca i matki. A przede wszystkim dlatego, że jego matka zdecydowała się na karę śmierci. Czyli to znaczy, że nie żyje?
- Dzień Dobry, George już wrócił? - spytała Miona wchodząc do gabinetu.
- Nie. - Malfoy pokręcił głową. - Panno Granger mam pytanie i prośbę.
- Tak?
- Czy Narcyza Malfoy jeszcze żyje, bo piszę że chciała karę śmierci. - powiedział i poczuł, że głos mu lekko drży. Hermiona patrzyła na niego z litością w swoich pięknych oczach.
- Żyje. - uśmiechnęła się krótko. - Powinien pan ją odwiedzić. Słyszałam, że nocami nie śpi i wciąż wymawia pańskie imię. Przed chwilą się dowiedziałam. Ona pana kocha.
- Dzięki Hermiono. - nie zdał se nawet sprawy, że powiedział do niej po imieniu. - A prośba to... Czy zaprowadziłaby mnie pani do gabinetu Blaisa Zabiniego? Jeśli tutaj pracuje...
- Zabini? Znacie się?
- Lepiej niż pani myśli. - powiedział i uśmiechnął się. A później poczuł się znowu zły na siebie. Teraz musiał zwracać się do niej pani. - To jak?
- Nie ma problemu, tylko że Blaise ma wieczorne zmiany, więc nie jestem pewna czy już jest.
Kiwnął głową. A potem za kobietą udał się do windy. Zjechali w ciszy na piętro niżej. Nie odezwali się do siebie słowem. Draco zauważył, że wchodzą w korytarz wydziału Aurorów. Czyli, że co? Że Zabini został aurorem?
- Kevin! - zawołała Hermiona jednego mężczyznę. - Czy Zabini jest już w pracy?
- W swoim gabinecie... A nasze dzisiejsze spotkanie aktualne?
- Oczywiście. - posłała mu swój uśmiech nr.1.
Draco poczuł ukłucie zazdrości i coś zabolało go w okolicach serca. Czyli Hermiona się z kimś umawia? Był zazdrosny i chciał mu przywalić, ale to bez sensu! Teraz nie mógł, ona układała se życie, przecież jej kazał! Więc czemu ma jej to za złe? To Twoja Wina Idioto, warknął jego głos podświadomości. A kiedy mieli odejść drogę zatorował im rudy łasic:
- OO Hermiona i Malfoy znowu razem?
Hermiona spojrzała na niego, jakby właśnie oznajmił jej że zamknięto bibliotekę.
- Co ma znaczyć "znowu razem"? - spytała.
Draco był gotów rzucić się na niego, gdyby ten powiedziałby jej cokolwiek więcej.
- Bo przecież w Hogwarcie...
Ale teraz - na szczęście za równo Rona jak i Draco - przerwał im Zabini. Rzucił krótkie "hej" w stronę Weasleya i Miony, obdarzając ją uśmiechem zanim zorientował się, że Malfoy stoi obok.
- Smoku! - zawołał i uderzył w dłoń Draco na przywitanie. - Co Cię tu sprowadza?
- Sprawy zawodowe. - poinformował.
Zabini spojrzał kątem oka na Hermionę, która się zastanawiała nad czymś, a Draco wiedząc co chodzi mu po głowie szybko pokręcił głową.
- Możemy pogadać w Twoim gabinecie? - zapropnował.
- Dobra, chodź.
I poszli w stronę drewnianych drzwi z numerem 5, a pod nim wisiała kartka a tam napis: Blaise Zabini - Auror.
---------------
Cześć, wiem że pierwszy rozdział jest nudny i jest mało Dramione, ale
ten rozdział miał ukazywać na razie to co dzieje się w świecie Czarodzeji i jakie
są między nimi relację, miał w skrócie opowiedzieć o tym co wydarzyło się wcześniej
między Draco a Hermioną. ;)
Kolejne rozdziały powinny być ciekawsze, a to się osobiście postaram ;*
A pomimo wszystkiemu mam nadzieję, że się podobał <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)