niedziela, 12 lipca 2015

3. Nadzieja

Następnego dnia w pracy Hermiona czuła się okropnie. Nie mogła przez całą noc spać, bo wciąż przypominały jej się wspomnienia z JEGO udziałem. To było okropne uczucie i zarazem dziwne. Te pięć lat wydawało się teraz takie obce. Jakby się to wcale nie wydarzyło. Jakby dalej miała siedemnaście lat, a to wszystko wydarzyło się wczoraj. Interesujące... Czy tak samo czuli się jej rodzice gdy odwracała im pamięć? Właściwie nigdy o to nie pytała. A mogła.

Tego dnia nie miała zbyt wiele pracy, a ponieważ Doriana też nie, to przyszła ją odwiedzić. Kobiety siedziały przy filiżance kawy i rozmawiały. Creen była zauroczona Georgem i potrzebowała wsparcia, więc Miona jako dobra przyjaciółka starała się jej doradzić.
- Nie sądzę, że George ma teraz czas na romansy, czuję że on dalej nie może się pogodzić ze śmiercią Freda.
- Też tak myślę, ale może powinnam już działać?
- Dori. - Miona wzięła łyk kawy. - Rób co uważasz za słuszne. Przepraszam Cię, muszę iść coś załatwić.
I zostawiła Creen samą. A sama udała się do wydziału aurorów. Nie miała pojęcia po co, nie wiedziała co robić. Musiała z kimś porozmawiać. Nienawidziła Malfoya, ale z drugiej strony chyba jej nie przeszło. Na swojej drodze spotkała Harrego.
- Wow, Miona... wyglądasz okropnie. - powiedział. - Co się stało?
- Draco przywrócił mi pamięć. - odparła prosto z mostu. - Brawo dla niego! Przez to nie mogłam spać.
Harry wyglądał jakby walczył z uczuciami. Uśmiechnąć się czy nie? Jemu prawdopodobnie jak wszystkim innym zależało by to się w końcu wydarzyło. Pozwoliła se na mały uśmiech, by pomóc zdecydować Harremu.
- Wpadnę dziś do was w porządku? - poinformowała. - Chciałabym się zobaczyć z Ginny.
- Ginny jest w Mungu. - odparł Potter ukazując swoje zęby w szerokim uśmiechu. - Wczoraj urodziła.
- Już!? Jeju, nie powiedziała że to tak szybko!
Ta informacja podniosła ją duchu. Poprawiła jej trochę humor.
- No tak, bo to wcześniak, ale na szczęście tylko kilka dni.
- Chłopczyk czy dziewczynka?
- Chłopczyk. Nazwaliśmy go James a na drugie Syriusz. No wiesz... po moim ojcu i ojcu chrzestnym...
- Wiem Harry. - Hermiona pozwoliła se na jeszcze szerszy uśmiech i położyła dłoń na ramieniu Pottera. - Naprawdę wielkie gratulacje, a teraz... Muszę iść pogadać z Kevinem, przepraszam. Zobaczymy się potem!
Szczęście jakie przez chwilę czuło upłynęła w jednej sekundzie kiedy z gabinetu Blaisa Zabiniego wyłoniła się blond czupryna. Jego wzrok zatrzymał się machinalnie na Hermionie. Ich wzroki skrzyżowały się. Patrzyli na siebie z uczuciem i przede wszystkim bólem. Odwróciła wzrok i ruszyła do gabinetu Kevina, nie zwracając na wołanie Mafloya.

Kevin siedział w fotelu przed biurkiem i czytał jakieś papiery walające się po całym gabinecie. Ruszał różdżką i chyba nawet nie orientował się, że wazon z kwiatami lewituje. Gdy usłyszał dźwięk zamykanych drzwi poruszył różdżką tak gwałtownie, że wazon spadł i rozbił się na małe kawałeczki.
- Oh! - wyrwało się Hermionie. - Nie chciałam Cię wystraszyć.
- Nie, nic nie szkodzi... Coś się stało?
Wzięła głęboki oddech i usiadła na krześle na przeciwko Kevina. Chłopak obserwował ją z zapałem i wyraźnym zainteresowaniem.
- Nie, nic się nie stało. Zupełnie nie o to chodzi... Po prostu, moglibyśmy na chwilę z tym wszystkim przystopować?
Spojrzała na niego by zobaczyć reakcję, ale on tylko na nią patrzył. Jego twarz w tamtym momencie nie wyrażała żadnych uczuć.
-Tu nie chodzi o Ciebie, tylko o mnie. - dodała niepewnie. - Jest kilka spraw, które muszę przemyśleć i mam szczerą nadzieję, że zrozumiesz. To bardzo ważne.
- Rozumiem. Jeśli właśnie na tym Ci zależy, to nie mam z tym problemu.
- Dziękuję, to dla mnie bardzo ważne.
I wstała z krzesła kierując się do drzwi. Ostatni raz spojrzała na Kevina. Był załamany i smutny. Nie chciała go zranić, to nie leżało w jej naturze.
- Obiecuję, że jak wszystko przemyślę dam Ci znać.
Jeszcze wczoraj twierdziła, że zależy jej na Hoolu, bo naprawdę zależało, ale teraz kiedy znów pojawił się w jej życiu Draco poprzednie decyzje w miłości nie miały żadnego sensu. Przecież dla niej zawsze liczył się tylko Draco.
Gdy opuściła gabinet Kevina poczuła się okropnie. Może nie powinna tego robić? Przeczesała nerwowo włosy.
- Hej Hermiono, wszystko z Tobą w porządku? - zobaczyła przed sobą Blaisa Zabiniego.
- Tak. Czemu miałoby nie być? Zawsze jest okej.
- Wyglądasz jakoś blado i no cóż... tak smutno jakoś...
Próbowała wywnioskować ze spojrzenia mężczyzny o co mu chodzi, a okazało się to trudne i musiała strzelać.
- Zakładam, że Draco poinformował Cię o wszystkim?
I trafiła w sedno.
- Tak. - nie ukrywał uśmiechu, ale w jego oczach była niepewność. - Nie spodziewałem się po Tobie takiej reakcji.
- A ty jakbyś zareagował? - w jednej chwili wszystko uleciało. Straciła nad sobą panowanie. - Jakbyś zareagował!? Gdyby ktoś tak nagle wyczyścił Ci pamięć i nie wyjaśniając dokładnie dlaczego i zostawił Cię!? Rzuciłbyś się temu komuś na szyję i całował!? "Dziękuję Draco, dziękuję, że wyczyściłeś mi pamięć i, że Cię nie tyle nie widziałam, dziękuję za to jak koszmarnie się czułam"! - wykrzyczała, a w oczach zebrały jej się łzy.
Kilka osób zwróciło na nich uwagę, więc Blaise ratując sytuację zaciągnął ją do swojego gabinetu. Dlaczego to przytrafił się akurat jej?

Mafloy przez całą noc nie spał myśląc o tym jak Hermiona zareagowała na przywrócenie przez niego pamięci. Ale przecież nie spodziewał się innej reakcji. Nienawidziła go. Od początku wiedział że popełnia błąd, ale wszyscy wmawiali mu, że tak będzie lepiej. Być może poczuł małą ulgę, ale co z tego? W ten sposób jej nie odzyskał.
*A na co ty liczyłeś?* zapytał jego głos podświadomości, którego Malfoy tak bardzo nie znośił.
Do pracy przyszedł niewyspany, ale zdążył wypić kawę, która sprawiła, że zyskał trochę energii. Do ministerstwa deportował się z domu, gdyż był zbyt wykończony by wejść przez kominek. Wylądował od razu w swoim gabinecie, czekał już tam na niego stos papierów i talerz z tostami.
- Dzięki Blaise.
Na stole leżało też kilka listów... Zapewne od Pansy. I już gdy wziął do ręki jedną z kopert uderzyło go znajome pismo. Nie otworzył tej koperty tylko rozerwał ją na pół i wrzucił do śmietnika. Kolejny list był od Goyla.
- Tego bym się nie spodziewał.
- Gadanie do siebie nie wróży najlepiej. - do jego gabinetu wszedł Zabini. Co było jasne, bo jednak nie miał tu za wielu przyjaciół. - Zamówiłem dla Ciebie śniadanie. Jak się trzymasz?
- Dzięki. - pozwolił se na lekki, blady uśmiech - Opowiem Ci później, najpierw ogarnę te papiery.

Zabini właściwie chwilę z nim posiedział, ale rozmawiali tylko o tym co zawierały zawartości danych pergaminów. Pomagał mu w ich uzupełnieniu, a także w odczytywaniu listów.
- Przyjdę za 10 minut do twojego biura. - powiedział Draco, gdy już skończyli. - Mam pewną sprawę, którą muszę rozwiązać. I nie potrzebuje pomocy. Poradzę se.
Ostatnie dwa zdania powiedział z takim chłodem, że można było zamarznąć.
- Skoro tak mówisz. Nie wyglądasz jednak najlepiej.
- Na to siły mi wystarczy.
A potem wyszedł jak najszybciej z gabinetu i udał się do biura ministra. Musiał z nim na chwilę porozmawiać, pomijając to, że jego myśli zajmowała Hermiona to także jego rodzice. Bardzo chciał ich wypuścić na wolność. Ale nie myślcie, że nie brał pod uwagę opcji takiej, że gdy ich wypuści natychmiast polecą w szpony armii która chce ich zaatakować. Słyszał w swojej głowie czasami głosy rodziców jak krzyczą coś podobnego do "Za Voldemorta!". Wydawało mu się to śmieszne i za każdym razem na wspomnienie tej myśli uśmiechał się.
- Mam sprawę panie ministrze. - nie zauważył nawet, że w pokoju znajduje się także Gregory Timmofhy.
- Może poczekać?
- Niestety nie.
Kiwnal głową ku Timmofhemu i spojrzał na blondyna. Gregory opuścił gabinet obrzucajac Draco badawczym spojrzeniem. Malfoy zajął miejsce przed ministrem.
- Co jest takiego ważnego? - spytał. Wyglądał tak blado i słabo jakby i on się nie wyspał.
- Chodzi o moich rodziców, to znaczy najbardziej o matkę. Czy... - zawahał się z cichym westchenieniem. - Czy można byłoby ją wypuścić? Wiem, wiem że jej wyrok jest 20 lat, i że wybrała se karę śmierci... Ale ja jestem przekonany że żałuje. To ważne.
- Mówiłem już, że sam nie mogę podejmować decyzji, ale porozmawiam z innymi skoro to takie ważne żeby smerfy były wolne. Czy coś jeszcze?
Draco o mało nie wybuchnął śmiechem na słowo "smerfy". Hermiona mu kiedyś opowiadała, że to była jej ulubiona bajka w dzieciństwie i nawet puściła mu ją gdy odwiedził ją na początku wakacji po skończeniu szóstej klasy.
- Nie chodziło mi o smerfy. - odparł z małym uśmiechem. - Tylko o moich rodziców. To znaczy o matkę.
- Zrozumiałem. - ziewnął. - Więc to wszystko, smerfy i rodzice.
- Co się stało panie ministrze? Nie wyspał się pan?
- Tak się składa że nie, bo przez pół nocy siedziałem w szpitalu u siostry która rodziła. A teraz mógłbyś mnie zostawić. Im szybciej wszystko załatwię tym lepiej. - wzrokiem wskazał na jakąś teczkę.
- Ah tak, więc gratuluję zostania wujkiem.
Następnie udał się do gabinetu Blaisa Zabiniego jak ustalił to wcześniej. Nie spotkał nikogo na korytarzu, wydało mu się to dziwne, bo zwykle kręci się tu po 10 osób, a przynajmniej tak było dnia wczorajszego. Zapukał do drzwi biura przyjaciela i od razu wszedł. Czarnoskóry mężczyzna wpatrywał się w przestrzeń. W nicość. Oderwał wzrok dopiero w momencie kiedy usłyszał dźwięk otwieranych drzwi.
- Załatwiłeś już wszystko? - spytał.
- Tak, a przynajmniej tak mi się wydaje.
Usiadł na krześle postawionym przed biurkiem tak, by siedzieć na przeciwko Zabiniego. Patrzyli się chwilę w ścianę każdy myśląc o czym innym do momentu gdy...
- Odwróciłem Hermionie pamięć. - odparł z żalem. - To był błąd.
- Nie. Błędem było usunięcie jej tej pamięci. Teraz ponosisz tego konsekwencje. - pouczył. Na moment zapanowała cisza, za nim Blaise zainteresował się tym bardziej. - Jak zareagowała?
- Krzyknęła że mnie nienawidzi. Miała w oczach łzy i wygoniła mnie z domu. Wiedziałem, że tak będzie.
- A pomimo tego zaryzykowałeś.
Powiedział to takim tonem jakby go o coś oskarżał.
- Słucham? - Draco poczuł się tymi słowami dotknięty. - Czy to nie ty pierwszy zaproponowałeś mi żebym to zrobił?
- Możliwe, ale musisz przyznać że sam o tym myślałeś. Decyzja należała do Ciebie i zaryzykowałeś chociaż zdawałeś sobie sprawę z konsekwencji.
- Co masz na myśli?
- Tylko to, co powiedziałem.
- Więc co? Teraz twierdzisz, że popełniłem błąd?
- Sam tak twierdzisz.
Draco spojrzał na niego jakby zobaczył go pierwszy raz w życiu. Czy on zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji?
- Nie rozumiem Cię. Najpierw mi coś proponujesz a potem twierdzisz, że popełniłem błąd? O co chodzi?
- Decyzja od początku należała do Ciebie, Draco. Doskonale o tym wiedziałem. Ja tylko zaopatrzyłem Cię swoją radą i tyle.
- WIĘC JEDNAK UWAŻASZ, ŻE NIE POWINIENEM BYŁ TEGO ROBIĆ?
- Tak, mniej więcej.
- Weź się chłopie zdecyduj!
I zdenerwowany jak nigdy wyszedł z gabinetu głośno trzaskając drzwiami. Co on sobie myśli? Najpierw mówi mi, że mam jej przywrócić pamięć, a teraz żeby popełnił błąd? O co temu kolesiowi chodzi?!
A potem złość jakby z niego uleciała. Zobaczył ją stojącą obok Pottera. Patrzyła na niego, a ich wzroki się skrzyżowały. To było piękne uczucie. Ciepło przepłynęło przez całe ciało. Nadzieja. Może jeszcze nic straconego?
- Hermiona! - zawołał.
Ale ona nie zwróciła na niego uwagi i poszła znacznie szybszym krokiem pod drzwi, zapukała i zniknęła. Znów poczuł złość, pomieszana z bólem, smutkiem i tęsknotą. Poczuł się takim idiotą.

Hermiona siedziała w gabinecie Zabiniego i popijała szklankę wody opowiadając mu o wszystkim. Dosłownie. Ale bardzo zaintrygowała ją jego reakcja kiedy wspomniała o tym, że Ginny urodziła, a Harry będzie ojciem. Jego wzrok stał się nagle taki smutny. Mogła powiedzieć co wtedy czuł. Żal, złość i coś co stracił już na zawsze. Widziała ulatująca z niego nadzieję.
- Czy Tobie na pewno przeszło już po Ginny? - spytała.
- Tak.
- Nie wierzę.
- Nie musisz.
- Kochasz ją?
- Nie. - mruknął. - Jest teraz szczęśliwa z kimś innym.
- O tak. Ginny jest naprawdę szczęśliwa z Harrym.
Zdawała sobie sprawę, że te słowa wbijaly się w niego jak sztylety. Wyglądał jakby chciał krzyczeć z bólu jaki one mu sprawiają. Nie mogła go przecież oszukiwać.
- Tak. Będzie matką.
- Dalej Ci zależy. - stwierdziła. - Widzę to w Twoich oczach.
- A ja widzę, że dalej kochasz Draco.
Zmarszczyła brwi.
- Nie przeczę. Ale przyznaj, że to dziwne. Można kogoś kochać ale jednocześnie nienawidzić?
Wzruszył ramionami.
- Może powinnaś dać mu szansę. - odparł po krótkiej ciszy jaka zapanowała.
- Oh nie ma mowy! - krzyknęła. - Swoją szansę już stracił. Nawet nie wiesz jakie to było straszne uczucie kiedy tak stałam a on mi mówi, że powinnam o nim zapomnieć. Ale wiesz? Ja za nic świecie nie wiem dlaczego to zrobił. Jeśli mnie nie kochał to wystarczyło powiedzieć i tyle. Proste.
Spojrzała na zegarek wiszący na ścianie, a godzina którą wskazywał była porą na lunch. Jej wzrok uciekł w stronę innej półki. Stały tam wspólne zdjęcia. Z balu, z dormitorium z Draco, kilka z Ginny... Hermiona uznała to za całkiem fajne udekorowanie pomieszczenia.
- Muszę iść. Jest lunch, a ja trochę zgłodniałam.
Kiwnął tylko głową. Opuściła jego gabinet. Na swojej drodze spotkała Rona. Zmierzył ją spojrzeniem. I to wcale nie takim jak zawsze. Zatrzymała się na chwilę i spojrzała na niego. On ją przepraszał wzrokiem. To było naprawdę dziwne.
- Rooon... Czy wszystko okej? - spytała.
- Tak, chciałem Cię tylko przeprosić za wszystko.
- Ja również.
Posłała mu uśmiech. Tylko uśmiech. Potem bez słowa poszła na lunch. Zamówiła danie główne i zajęła stolik przy którym siedziała Doriana.
- I jak tam? - zagadnęła Hermiona.
Prawdę mówiąc po zerwaniu z Kevinem, po rozmowie z Zabinim poczuła się lepiej. Ale na duchu chyba najbardziej podniósł ją Draco. Ten moment kiedy ją wołał. Przecież chciała się odwrócić. Duma tylko jej na to nie pozwalała. Teraz zaczęła myśleć o daniu mu tej drugiej szansy. Mimo, że przy koledze zaprzeczyła temu teraz nie była taka zdecydowana.
- Nie wiem co robić. George w ogóle nie zwraca na mnie uwagi.
- Może musisz poczekać? Cóż widziałam go dzisiaj. Nie wyglądał najlepiej.
- Tak, bo przez pół nocy siedział u Ginny w szpitalu. Tak całe ministerstwo już wie. - poinformowała. - O Twoim zerwaniu z Kevinem jakimś cudem też. Czemu tak postapiłaą?
- Nie chciałam. Ale moje życie właśnie odwróciło się o 180 stopni więc...
- A cóż takiego się wydarzyło?
- To nie czas i miejsce na taką rozmowę.
Potem w spokoju jadły swój lunch. Między kobietami panowała cisza. Nie narzekały, bo obie lubią swoje towarzystwo więc cisza im w niczym nie przeszkadzała.
- Drogie panie, mogę się dosiąść? - ich ciszę przerwał Draco Malfoy.
Hermiona nie mogła być niemiła bo to byłoby dziwne. Po za tym, po tym co krzyczała dwie godziny temu i kilka osób doskonale zdążyło usłyszeć to imię na pewno miałoby z tego powodu satysfakcję. Znaczy, że wiedzieliby że coś się między nimi wydarzyło i nie dali by za wygraną gdyby się czegoś o nich dowiedzieli.
Blondyn zajął miejsce obok Doriany na przeciwko Hermiony, choć ta przez bite 30 minut nie zwracała na niego uwagi on próbował ją na niego ściągnąć.
- Doriano, zobaczymy się potem. Ginny urodziła i chyba pojadę ją odwiedzić. - poinformowała. - Miłego lunchu.
Chwyciła ze sobą torbę, zawieszoną przez krzesło. Nie spodziewała się jednak że ktoś z nią pobiegnie. I już kiedy opuściła stołówkę, poczuła jak jej nadgarstku zaciska się czyjaś ręka. Odwróciła głowę, by zobaczyć kto chce ją zatrzymać i oniemiała. Te szare piękne oczy, te włosy te rysy twarzy...
- Czego? - warknęła. - Spieszę się.
- Chciałem z Tobą tylko porozmawiać.
- Mamy jeszcze o czym? - zdziwiła się. - A teraz niech pan wybaczy, panie Malfoy ale chcę odwiedzić przyjaciółkę, a nie mam za wiele czasu.
Ale on jej nie słuchał. Złapał za rękę i wciągnął do jakiego kantorka.
- Nie zrozumiałeś, że wcale nie mam ochoty z Tobą rozmawiać, Malfoy?!
- Tak się składa, że zrozumiałem Granger. Ale i tak mamy do omówienia kilka spraw.
- Tak? A niby jakich?
Zawahał się na chwilę i zastanowił trochę tak jakby nie wiedział co odpowiedzieć. Jego wzrok jednak wciąż uważnie śledził każdy mały jej ruch. Przestąpienie z nogi na nogę, skrzyżowanie rąk i drganie warg ze złości. Była zła, bo musi zobaczyć się z Ginny i ma dosyć krótką przerwę, a on ją przetrzymuje z powodu, którego sam nie zna. Nie mogła jednak narzekać na jego towarzystwo. Dawno go nie czuła, a teraz byli znów na tyle blisko by mogła tego dokonać.
- Jeśli naprawdę nie masz nic do powiedzenia... - powiedziała nieco zniecierpliwiona.
- Mam. Dość wiele. Czasu mi by nie starczyło na to. Chciałem tylko bardzo Cię przeprosić. Tak. JA CIĘ NAJMOCNIEJ PRZEPRASZAM HERMIONO. To wyczyszczenie pamięci nie było w ogóle potrzebne. A jednak się bałem. Bałem się Cię zranić. To co zrobiłem, była bardzo egoistyczne i zdaję sobie z tego sprawę. Po prostu... sam nie wiem co mnie wtedy podkusiło. A teraz stoję tu i patrzę na Ciebie. Widzę co straciłem, widzę jak wielki błąd popełniłem. Nigdy nie przestałem Cię kochać, Hermiono Granger.
I to było tak nagle. Przybliżyła się do niego i złączyła ich wargi. Draco oddał ten gest i zaczął go pogłębiać. Czuli się tak wspaniale, że nikt z nich nie chciał się oderwać. Wplątała ręce we włosy, a jego ręce pognały na jej biodra. Ta bliskość znaczyła wiele dla nich obojgu, tego im tak bardzo brakowało.
Nagle Hermiona się opamiętała. Co ona właściwie wyprawia? Całuje mężczyznę, który właśnie na to czekał. Daje mu nadzieję, a sama nie jest pewna co chce zrobić.
Oderwała się gwałtownie i spojrzała na Malfoya. Poczuła jak policzki zaczynają ją piec.
- Przepraszam. - wyszeptała i wybiegła.

3 komentarze:

  1. Dopiero zaczęłam czytac to ff
    Mega mega mega❤❤❤
    Chce jeszcze

    OdpowiedzUsuń
  2. Boskie, a ta końcówka wymiata! ❤ Czekam na kolejny, tylko szybko!

    OdpowiedzUsuń
  3. Końcówka ♥ *o* Cały rozdział również boski czekam na nexta szybciutko :*

    OdpowiedzUsuń