Było bardzo wcześnie i cicho jak na okolicę małej wioski Havenclov.
Bardzo ładna brunetka korzystając z ciszy przechadzała się po ładnym
ogrodzie jakby w czegoś poszukiwaniu, a przynajmniej tak mógłby se
pomyśleć pieszy, który przeszedł by obok ogrodu Hermiony Granger.
Pracownica ministerstwa była zdenerwowana spotkaniem, które miało się
dzisiaj obyć... Nie wiedziała jednak kogo będą gościć, więc nie wiedziała
też jak się do tego spotkania przygotować.
Hermiona była zaufaną i jedną z
najlepszych pracowników ministerstwa. Zajmowała się działem
Przestrzegania Praw, więc
musiała być na tym spotkaniu, które jak określił sam pan minister, a tym
ministrem dziwnym zbiegiem został George Weasley, jest bardzo ważne.
Geroge
zaraz po śmierci brata, a przeżył ją chyba cudem zaczął interesować się bardziej papierami i biznesem. Pierwszy rok był
bardzo trudny, bliźniak zamykał się w pokoju i izolował się od
społeczeństwa. Nikt na niego nie naciskał. Wszyscy woleli go zostawić
samego ze swoimi myślami, żeby mógł wszystko przetrawić. No i właśnie.
Cztery lata temu zaczął pracować w ministerstwie, przyjęli go tylko i ze
względu na znajomości. Nie tak dawno awansował na ministra magii. A
cała rodzina i przyjaciele byli bardzo dumni i cieszyli się, że Geroge
już jakoś poradził se z tą ciężką sytuacją.
Pan Weasley
przeszedł na wczesną emeryturę, zaraz po awansie jednego z synów, Bill
pracuje dalej u Gringotta i nic nie wskazuje na to by miał zrezygnować,
widać było że bardzo lubił tę pracę, tym bardziej że pracował tam ze
swoją żoną Fluer Delacour. Charlie użera się ze smokami w Rumunii, ale
teraz bardzo często bywa w rodzinnym gronie. Poznał tam uroczą
dziewczynę, którą przedstawił wszystkim rok temu na Boże Narodzenie.
Clary była bardzo sympatyczna. Percy pracuje niezmiennie w
ministerstwie, na tym samym wydziale co Hermiona, tyle że Percy był
szefem całego wydziału. Rzadko się z nim widywała, ewentualnie na jakiś
rozprawach ale jej to bardzo odpowiadało. Znalazł se
dziewczynę - Karin. Ron został aurorem, ale nie znalazł se jeszcze
żony. Wcześniej spotykał się z Hermioną Granger, ale szybko się
pokłócili i teraz gdy tylko się widzieli obrzucali się nienawistymi
spojrzeniami. Miona dalej przyjaźniła się z Harrym i Ginny,
którzy od niedawna są małżeństwem.
Harry jest szefem biura aurorów a Ginny najlepszą ścigającą na świecie.
***
Nadszedł czas
wyjścia Hermiony z domu do pracy. Wzięła w rękę swoją torebkę i weszła
do kominka w salonie, nabrała proszku w rękę a potem głośno krzyknęła: "Ministerstwo Magii" i zniknęła w zielonych płomieniach.
- Cześć Hermiono. - Doriana Creen przywitała ją już na wejściu.
Doriana
to była ładna, wysoka i przecudowna kobieta. Jej jasne włosy jak zawsze
upięte w gruby warkocz spoczywały na ramieniu. Hermiona bardzo ją
lubiła, ale obie kobiety pracowały na innych wydziałach i chodź
wychodziły razem na zakupy to w pracy widywały się tylko przelotem.
- Cześć Doriano, jakieś nowe wieści? - spytała chwytając za Proroka Codziennego.
-
Nic takiego, same nudy. - skinęła głową w stronę gazety. - Przyjeżdża
tylko ten gość z Spraw Zagranicznych, a pan minister strasznie się
denerwuje.
- Nie tylko on. - mruknęła cicho Hermiona.
- Podobno ty też będziesz?
- Faktycznie. - uśmiechnęła się. - To do zobaczenia.
Granger
oddaliła się od blondynki i skierowała się ku windzie, w której
spotkała tylko Harrego, który też właśnie rozpoczynał pracę.
Harry
po pokonaniu Voldemorta też nie miał łatwo, wciąż męczyły go koszmary
tym razem już nie tak bardzo realne. Harry nie chciał nic mówić o tym
jakim cudem przeżył, gdy wtedy poszedł do Voldemorta w Zakazanym Lesie.
Wszyscy się nim opiekowali, ale najbardziej to Ginny, z którą się
pogodził, wyjaśnił wszystko i wziął ją sobie za żonę. To właśnie dzięki
niej zaczął pracować w ministerstwie.
- Hej Herm. - przywitał się. - Gotowa na spotkanie? George chyba bardzo się denerwuje.
- Ja też, powiedziano mi że to bardzo ważne spotkanie.
-
Chodzi o popleczników Voldemorta. - zaśmiał się. - Czaisz, że po pięciu
latach chcą odbudować armię i zawładnąć światem? A z innej beczki to
jak stoi sprawa z Ronem?
- Nie stoi. - burknęła. - Jak ja mogłam chodzić z tym kretynem... A jak u Ginny?
Patrząc na lata wstecz, to Ronald od tamtego czasu bardzo się zmienił.
-
Rozchorowała się. Kapsel i pani Weasley się nią zajmują. Po spotkaniu
będę musiał wrócić do domu, ale znając George'a będę musiał zrobić
jeszcze dziesięć tysięcy rzeczy później. - uśmiechnął się.
Kapsel
to był skrzat domowy Potterów. Hermiona nie miała takiego ze względu na
to, że dalej była przeciwko wykorzystywaniu tych stworzeń.
- Okej, to moje piętro. - powiedział Harry. - Do zobaczenia na spotkaniu.
- Pozdrów Ginny! - zawołała za nim.
Hermiona
wjechała na kolejne piętro, na którym już wysiadała. Już na korytarzu
dało się usłyszeć zdenerwowanego George'a kroczącego po piętrze i
krzyczącego.
- Albert! - wrzasnął. - Gdzie do cholery podziewa się
ten Timmmofhy? Już dawno powinien być w pracy. - spojrzał nerwowo na
zegarek. - Potrzebuję go! Cześć Hermiono, przygotowałaś się na
spotkanie?
- Tak, George. - jako jego znajoma ze starych lat mogła se pozwolić mówić do niego po imieniu. - A z kim właściwie to spotkanie?
- Z Draco Malfoyem. Teraz on zajmuje się Sprawami Zagranicznymi. A teraz wybacz muszę znaleźć jeszcze kilku idiotów.
I odszedł, a Hermiona nie zdążyła tylko zapytać kim do diabła był ten Draco Malfoy.
***
Hermiona,
Harry, Ron, George, Gregory, Lee, Doriana, Lily, Dilian i Percy
siedzieli w ciszy w gabinecie ministra czekając na gościa. Usłyszeli
pukanie do drzwi, a potem przez nie wszedł niezwykle przystojny, wysoki
facet z ułożonymi blond włosami. Miał na sobie mugolski garnitur, przez
co Dilian skrzywił się z niesmakiem. Spojrzał na Hermionę, jego szarymi
oczami. Zobaczyła w nich coś znajomego, pomimo tego że widziała go po
raz pierwszy w życiu.
Draco Malfoy był jednym z
najmniej lubianych uczniów Hogwartu, a przynajmniej przez Huffelpuff,
Ravenclaw i Gryffindor. Jako Ślizgon miał nie najlepszą naturę, był
wredny, nie tolerował osób półkrwi i uwielbiał dręczyć tych którzy jego
zdaniem byli gorsi. Ale nie było gorszych a lepszych. Teraz jednak się
zmienił i to dzięki tej jednej Gryfonce. Pod koniec wszystkiego
wydarzyło się coś, czego nie potrafi se wybaczyć ale tylko jego
najlepszy przyjaciel o tym wie.
Gdy wszedł do gabinetu ministra
magii od razu ją zobaczył. Siedziała tam i nerwowo przeczesywała włosy
za ucho przeglądając jakieś kartki i spoglądając na zegarek. Nie
spodziewał się jej tutaj. Wiedział, że i tak nigdy o niej nie zapomni,
ale ta obecność przypomniała mu coś o czym od pięciu lat próbuje
zapomnieć.
Stali na szczycie wieży zachodniej.
Wreszcie wolni. Voldemort nie żył. Teraz mogli być razem szczęśliwi do
końca życia. Ale ona nie była do końca świadoma tego ściągnięcia ją tam
do góry. Myślała, że chce z nią porozmawiać, ale on miał w planach coś
innego. Coś zdecydowanie gorszego od zwykłego zerwania lub rozmowy.
- Hermiono... - zaczął niepewnie.
- Takk?
Stanęła na przeciwko i oparła się o barierkę.
- Posłuchaj, bo my... my... cóż nie możemy być razem...
-
Co? - zdziwiła się. - Żartujesz prawda? Nie mówisz tego serio? Draco!
Zaprzecz! - widział w jej oczach łzy, wiedząc że Malfoy nie zamierza
potwierdzić tego, że to żart. - Przecież już po wszystkim.
- Tak, ale te wszystkie wspomnienia to jak Cię raniłem mogą wszystko zniszczyć. JA mogę to zniszczyć.
-
Na Godryka głupot nie gadaj, Draco, kochamy się i nic nie stoi nam na
przeszkodzie by być szczęśliwym! Błagam Cię zaprzecz temu co
powiedziałeś! - po jej policzkach zaczęły spływać łzy, a on chciał ja
tylko przytulić. Nie mógł bo wiedział że to go tylko osłabi.
- Musisz o mnie zapomnieć. - powiedział. - Naprawdę mała, ułożysz ze życie z kimś innym, z kimś kto da Ci szczęście.
- Nie potrafię. Nie dam rady zapomnieć.
- Pomogę Ci. - wyciągnął z kieszeni różdżkę.
Wycelował w nią dziewczynę.
- Nie chcę! - uparła się, a łzy coraz bardziej spływały po jej policzkach, wiedząc co zaraz nastąpi.
- Kocham Cię. - głos mu zadrżał.
- Ja Ciebie też.
- Obliviate.
I wtedy stracił wszystko.
-
Dzień Dobry panie ministrze. - odwrócił wzrok od brunetki i podszedł ku
ministrowi magii, ściskając mu dłoń. Nigdy nie sądził, że kiedyś do
tego dojdzie, że to teraz George będzie nad nim królował. - Jak się pan
miewa?
- Doskonale. - przyznał rudy. - Może zanim przejdziemy do spraw to przedstawię panu moich pracowników.
A
potem zaczął wszystkich po kolei przedstawiać chodź nie musiał
wszystkich. Wszyscy podali mu dłoń oprócz Weasleya, który tylko kiwnął
głową w jego stronę.
Draco usiadł miejsce na przeciwko George'a.
-
To tak znacie, Gregorego Goyla? - spytał chodź wcale nie musiał. - Tak
więc uczynił z siebie wodza i teraz tworzy armię. Ale to raczej
wszystkim jest wiadome, jakoś nie widać że się z tym kryją. Kryją tylko
ich plany. Tak więc sam zostałem zaproszony do tej grupy, a ponieważ
odmówiłem z trudem uniknąłem śmierci... Ogólnie to pracujemy żeby jak
najwięcej osób przeszło na naszą stronę, już kilu udało się przeciągnąć,
ale większość woli być tam gdzie jest. Tak więc tutaj jest lista z tymi
osobami. - podał papier na którym znajdowało się mnóstwo nazwisk. -
Niektóre są pewnie znajome... I są to pewnie ludzie ze Slytherinu, ale
zauważyłem kilka osób z Hufflepuffu.
- Zachariasz Smith? - zdziwił się George. - Ten z GD? - uśmiechnął się do Rona, Hermiony i Harrego.
- Ogólnie to nie są wszyscy. Są jeszcze śmierciożercy z Azkabanu, a ich nie ma na liście.
- Kto taki? - spytał Dilian.
- Bellatriks Lestrange. - blondyn skrzywił się lekko. - Avery, Carrowie, ojcowie Crabba i Goyla, Dołohow...
Kątem oka zauważył jak Hermiona spina się.
- Gibbon - ciągnął dalej. - Jugson, Rabastan Lestrange, Rudolf Lestrange...
- Na serio? Oni jeszcze żyją? - zdziwił się Ron.
- 5 lat przy dementorach, twarde z nich sztuki... - powiedziała Lily.
-
Tak, na serio. - mruknął George, przeglądając oczami wciąż listę. -
Podczas ostatniej wizytacji tam, widziałem ich cele. Naprawdę nieźle się
trzymają...
- Jest jeszcze Macnair, Mulciber i Senior Nott. -
powiedziała Miona, która spoglądała w papiery. - Ogólnie to dostali karę
śmierci. Więc czemu wciąż żyją?
- Dobre pytanie. - przyznał jej rację Potter.
-
Bo kara śmierci jest przewidywana na przyszły rok. - poinformował
minister. - Mają się jeszcze pomęczyć. Taki był werdykt na radzie, nie
ode mnie tutaj wszystko zależy.
Hermiona przysłuchiwała
się wszystkiemu z uwagą obserwując papiery, a od czasu do czasu Dracona
Malfoya. Było w nim coś znajomego...
- A Teodor Nott uniknął Azkabanu. Został uznany jako: Nawrócony. - powiedziała Hermiona.
A potem spojrzała na kolejnych śmierciożerców w Azkabanie: Lucjusz Malfoy i Narcyza Black Malfoy.
Nic
jednak nie powiedziała na ten temat. No bo jeśli jego rodzice siedzą
teraz w Azkabanie, bo są śmierciożercami to dlaczego jego syn jest na
wolności? O ile to ich syn...
- Augustus Rokwood - przeczytał chłodnym tonem Harry.
Wszyscy
spojrzeli na Geroge'a, który podniósł wzrok po usłyszeniu nazwiska
śmierciożercy. W oczach widać było chęć zemsty za śmierć brata i jakby
chwilowo mu wszystko powróciło. Nie dał się jednak opętać przeszłości i
odłożył już listę.
- Całkiem interesujące. A plany?
- Chcą
zdobyć większą armię. Goyle myśli, ze dzięki temu szybciej dojdą do
celu. - powiedział Malfoy. - Planują zawładnąć całym światem, wybić
mugoli i wszystkich półkwrwi. - nie mógł nie spojrzeć na Mionę, która
tylko schowała głowę udając, że czyta. - Nie sądzę, że cokolwiek
zdziałają. To są tylko młodzi ludzie, którzy bez tych z Azkabanu se nie
poradzą, nic nie wiedzą o służeniu dla Voldemorta, a im szybciej dasz
karę śmierci tym z Azkabanu tym lepiej.
- Chcesz zabić swoich rodziców? - spytała Hermiona, która za późno ugryzła się w język. - Przepraszam, ja nie chciałam...
- W porządku. - odparł, ale nie odpowiedział na jej pytanie. - Więc powinieneś teraz wydać dementorom pozwolenie na pocałunek.
- Nie jestem mordercą.
-
Ty nie. Ale dementorzy tak. - stwierdził blondyn. - Jeśli ich nie
uśmiercimy, grozi nam ryzyko kolejnej wojny. Oni znajdą sposób żeby ich
stamtąd uwolnić.
- Zobaczę co da się zrobić. - mruknął nie chętnie Weasley. - Koniec zebrania. Poczekaj tu Draco.
I
jako pierwszy opuścił gabinet, za nim puścił się Ron, potem Harry,
Dilian, Lily, Percy, Gregory i Lee. Większość w ogóle nie odezwała się w
żadnej sprawie. Hermiona jednak została.
- Dlaczego chcesz ich
uśmiercić? - spytała prosto z mostu. Wie, że nie powinna, ale było jej
źle patrząc na to, że syn chce zabić matkę i ojca, którzy dali mu życie.
- Nie moja sprawa, ale to.. to takie trochę...
- Mój ojciec to
okropny człowiek, nie żal mi go. - powiedział. - Nauczył mnie
wszystkiego co złe, a matka? Nie chcę jej uśmiercać. Prawda. Ale nie
chcę też widzieć jej więcej na oczy. Oni nie byli wzorem rodziców. Byli
nikim. Dzięki komuś to zrozumiałem i teraz wiem, że dla nich liczył się
tylko Voldemort.
Miona pokręciła tylko głową. Co za człowiek! A później do gabinetu wrócił bliźniak. Usiadł w swoim fotelu.
- Hermiona. Sprawdź w papierach śmierciożercę Thorfinna Rowle'a. - rozkazał zdenerwowany.
Szybko sięgnęła do teczki.
- Thorfinn Rowle. - zaczęła czytać. - Brał udział w Drugiej Bitwie Czarodziejów i w Drugiej Bitwie o Hogawrt, uniknął Azkabanu.
- Nie. Powinien siedzieć. - powiedział. - Jesteś pewna, że uniknął?
- Tak tu pisze.
- Rowle został zabity zaraz po tym jak został uniewinniony ale sprawca jest nieznany. - powiedział blondyn.
- A Selwyn i Yaxley?
-
Selwyn podobnie jak Rowle, tylko został skazany do Azkabanu i został
jeszcze oskarżony o torturowanie Ksenofiliusa Lovegooda. A Yaxley tak
samo jak Selwyn tylko bez torurowania.
- Selwyn nie żyje. -
poinformował. - Rada wydała pozwolenie dementorom na pocałunek, A Yaxley
zaraz ma proces... Powinnaś na nim być Hermiono. Na samym dole, sala
222.
Granger skinęła głową i wyszła.
Kilka
godzin później wszystko było załatwione. No prawie, bo George dalej
wahał się nad uśmierceniem śmierciożerców. Musieli o tym porozmawiać na
radzie, a w tym czasie Malfoy siedział w gabinecie Weasleya i przeglądał
papiery dotyczące śmierciożerców. A w tym samym czasie zastanawiał się
co robią teraz jego przyjaciele. Papiery głosiły:
Bellatriks Lestrange: 6 lat - kara śmierci.
Avery: Dożywocie.
Alecto Carrow: 20 lat.
Amycus Carrow: Dożywocie.
Crabbe: 6 lat - kara śmierci.
Goyle: 6 lat - kara śmierci.
Dołohow: Dożywocie.
Rokwood: Dożywocie.
Macnair: 6 lat - kara śmierci.
Mulciber: 6 lat - kara śmierci.
Nott: 6 lata - kara śmierci.
Lucjusz Malfoy: Dożywocie.
Narcyza Malfoy: 20 lat. (Decyzją winnej była kara śmierci)
Draco
poczuł jak jego mięśnie się spinają na widok imienia i nazwiska swojego
ojca i matki. A przede wszystkim dlatego, że jego matka zdecydowała się
na karę śmierci. Czyli to znaczy, że nie żyje?
- Dzień Dobry, George już wrócił? - spytała Miona wchodząc do gabinetu.
- Nie. - Malfoy pokręcił głową. - Panno Granger mam pytanie i prośbę.
- Tak?
-
Czy Narcyza Malfoy jeszcze żyje, bo piszę że chciała karę śmierci. -
powiedział i poczuł, że głos mu lekko drży. Hermiona patrzyła na niego z
litością w swoich pięknych oczach.
- Żyje. - uśmiechnęła się
krótko. - Powinien pan ją odwiedzić. Słyszałam, że nocami nie śpi i
wciąż wymawia pańskie imię. Przed chwilą się dowiedziałam. Ona pana
kocha.
- Dzięki Hermiono. - nie zdał se nawet sprawy, że
powiedział do niej po imieniu. - A prośba to... Czy zaprowadziłaby mnie
pani do gabinetu Blaisa Zabiniego? Jeśli tutaj pracuje...
- Zabini? Znacie się?
-
Lepiej niż pani myśli. - powiedział i uśmiechnął się. A później poczuł
się znowu zły na siebie. Teraz musiał zwracać się do niej pani. - To
jak?
- Nie ma problemu, tylko że Blaise ma wieczorne zmiany, więc nie jestem pewna czy już jest.
Kiwnął
głową. A potem za kobietą udał się do windy. Zjechali w ciszy na piętro
niżej. Nie odezwali się do siebie słowem. Draco zauważył, że wchodzą w
korytarz wydziału Aurorów. Czyli, że co? Że Zabini został aurorem?
- Kevin! - zawołała Hermiona jednego mężczyznę. - Czy Zabini jest już w pracy?
- W swoim gabinecie... A nasze dzisiejsze spotkanie aktualne?
- Oczywiście. - posłała mu swój uśmiech nr.1.
Draco
poczuł ukłucie zazdrości i coś zabolało go w okolicach serca. Czyli
Hermiona się z kimś umawia? Był zazdrosny i chciał mu przywalić, ale to
bez sensu! Teraz nie mógł, ona układała se życie, przecież jej kazał!
Więc czemu ma jej to za złe? To Twoja Wina Idioto, warknął jego głos
podświadomości. A kiedy mieli odejść drogę zatorował im rudy łasic:
- OO Hermiona i Malfoy znowu razem?
Hermiona spojrzała na niego, jakby właśnie oznajmił jej że zamknięto bibliotekę.
- Co ma znaczyć "znowu razem"? - spytała.
Draco był gotów rzucić się na niego, gdyby ten powiedziałby jej cokolwiek więcej.
- Bo przecież w Hogwarcie...
Ale
teraz - na szczęście za równo Rona jak i Draco - przerwał im Zabini.
Rzucił krótkie "hej" w stronę Weasleya i Miony, obdarzając ją uśmiechem
zanim zorientował się, że Malfoy stoi obok.
- Smoku! - zawołał i uderzył w dłoń Draco na przywitanie. - Co Cię tu sprowadza?
- Sprawy zawodowe. - poinformował.
Zabini
spojrzał kątem oka na Hermionę, która się zastanawiała nad czymś, a
Draco wiedząc co chodzi mu po głowie szybko pokręcił głową.
- Możemy pogadać w Twoim gabinecie? - zapropnował.
- Dobra, chodź.
I poszli w stronę drewnianych drzwi z numerem 5, a pod nim wisiała kartka a tam napis: Blaise Zabini - Auror.
---------------
Cześć, wiem że pierwszy rozdział jest nudny i jest mało Dramione, ale
ten rozdział miał ukazywać na razie to co dzieje się w świecie Czarodzeji i jakie
są między nimi relację, miał w skrócie opowiedzieć o tym co wydarzyło się wcześniej
między Draco a Hermioną. ;)
Kolejne rozdziały powinny być ciekawsze, a to się osobiście postaram ;*
A pomimo wszystkiemu mam nadzieję, że się podobał <3
Ciekawe, tym bardziej że tematyka opowiada o tym co dzieje się w przyszłości... Dosyć interesujące. Ogólnie to rozdział bardzo mi się podobał <3 Tylko szkoda że Draco i Hermiona się nie znają... Kurde, no cóż, liczę że wkrótce odwróci jej pamięć ;))) Czekam na rozdział drugi ~Stokrotka
OdpowiedzUsuńCudowny ;D
OdpowiedzUsuń